Nie masz czasem wrażenia, że presja na rozwój stała się ostatnio przytłaczająca? Z internetu wylewają się potoki motywacyjnej wiedzy, media społecznościowe wzywają do pracy nad sobą, jakby to była bezwzględna konieczność, a hasło „najlepsza wersja siebie” i przymus dążenia do niej niemal wyskakują z lodówki?
A w dodatku wszystko to w atmosferze dążenia do jak najszybszych rezultatów, tak jakbyśmy się ścigali, kto „lepiej” się rozwinął i jak bardzo już przebudził. I ta wszechobecna, szkodliwa narracja, że gdzieś tam w przyszłości czeka na nas wersja idealna: spokojna, silna, poukładana, świadoma i że trzeba się nią jak najszybciej stać.
I wiele osób naprawdę się stara! Czytają książki, słuchają podcastów, przerabiają kursy, analizują siebie bez końca, poszukują najskuteczniejszych sposobów pozbycia się swoich wad i podejmują działania.
Mimo to – zamiast upragnionego spokoju i lekkości pojawia się zmęczenie i napięcie. Zamiast radości i satysfakcji z pracy nad sobą, wielu ludzi odczuwa dyskomfort, że ciągle są „nie dość dobrzy” albo „nie tam, gdzie powinni być”.
Jeśli jesteś jedną z tych osób, być może też jesteś zmęczona/-y i przytłoczona/-y.
Ale… może to nie Ty robisz coś źle? Może problem nie leży w Tobie?
Może problemem jest sama presja, by ciągle stawać się kimś innym?
Presja na rozwój przeszkadza w rozwoju
Brzmi dziwnie? Już wyjaśniam. Presja nie jest neutralna. Tak naprawdę szkodzi, bo niesie w sobie komunikat:
„Taka, jaka jesteś teraz, nie jesteś wystarczająca”,
„Robisz za mało”,
„Idziesz zbyt wolno”,
„Popełniasz za dużo błędów”.
Presja, nawet, jeśli jest opakowana w piękne słowa i nawet, gdy nazywa się ją „motywacją” albo „ambicją”, nie ma dobrego wpływu. Ani na człowieka, który działa, ani na efekty jego działania.
Bo co się dzieje, kiedy działasz pod presją? Mięśnie się napinają, ciało wchodzi w tryb walki, a umysł przyspiesza. Decyzje przestają być klarowne, działania bywają chaotyczne albo desperackie, możliwości pozostają niezauważone. Wpadamy w „myślenie tunelowe” i umykają nam cenne informacje. Bo przecież nie ma czasu, żeby rozglądać się na boki, nie ma czasu zastanawiać się, czy to, co robimy, naprawdę prowadzi nas tam, dokąd chcemy dojść. Trzeba przeć do przodu, byle szybciej osiągnąć cel.
A kreatywność? Tu już jest prawdziwy dramat. Spróbuj pod presją napisać dobry tekst, wygenerować nowe pomysły, uruchomić wyobraźnię… Nawet, jeśli coś z siebie wyciśniesz, nie będzie w tym lekkości.
Presja sprawia, że zaczynamy robić rzeczy „bo trzeba”, „bo wszyscy tak robią”, „bo tego się ode mnie oczekuje”, a nie dlatego, że czujemy gotowość. I bardzo często właśnie wtedy rozwój przestaje przynosić rezultaty. Bo zamiast wzrostu pojawia się przeciążenie, a nasze próby dokonywania zmian napotykają coraz większy opór.
Najlepsza wersja siebie to mit?
Hasło „najlepsza wersja siebie” brzmi niewinnie. Wydaje się być inspirujące i motywujące, ale kryje się w nim coś bardzo podstępnego.
Bo sugeruje, że:
- jest jakaś wersja Ciebie, która jest lepsza niż ta obecna
- ta dzisiejsza to tylko etap przejściowy
- nie można się z nią dobrze poczuć, raczej trzeba ją ukrywać, jak coś wadliwego i niemal wstydliwego
- trzeba jak najszybciej ją naprawić, zastąpić tą „najlepszą” i „prawidłową”
I jak poczuć spokój w tu i teraz? Jak zaakceptować siebie? I jak docenić to, kim się jest? Jak spojrzeć na siebie życzliwie, skoro wciąż tyle do naprawienia? Jak się zatrzymać, kiedy „trzeba” pędzić, bo przecież zawsze jest coś do ulepszenia, coś, co „powinno” wyglądać inaczej?
A najgorsze jest to, że gdy masz taką narrację w głowie i jesteś w tej pogoni, nawet osiąganie celów nie daje Ci wyraźnej ulgi.
Może przychodzi chwilowa radość albo satysfakcja, ale zwykle nie trwa długo.
Zaraz przypominasz sobie, że przecież „to jeszcze nie jest to”, poprzeczka wędruje wyżej, a Ty znów próbujesz do niej doskoczyć.
A jeśli ta wersja już dzisiaj w Tobie jest?
Od dawna to podejrzewałam, ale dziś wiem na pewno: gonienie za najlepszą wersją siebie to absurd, bo ta najlepsza wersja już dzisiaj w Tobie jest. Masz ją w sobie, tylko nie rozpoznajesz, bo jest schowana pod stertą śmieci.
Przysypana tonami ograniczających przekonań, negatywnych myśli o sobie i krzywdzących osądów na własny temat.
Przykryta samokrytycznymi połajankami i ciągłymi pretensjami do siebie, zarzucona zjadliwymi tekstami wewnętrznego krytyka.
Najważniejsze, co mamy do zrobienia, to odkopanie jej spod sterty rupieci, które ją przykryły. Zdejmowanie warstwa po warstwie tego, co ją stłumiło. Tych negatywnych opinii, które kiedyś – być może w dzieciństwie – usłyszeliśmy o sobie i które uznaliśmy za prawdę, a potem zinternalizowaliśmy i do dziś niesiemy, w przekonaniu, że są słuszne.
A prawda jest taka, że gdyby nie to, co przytłoczyło nasz blask, moglibyśmy nim już dzisiaj świecić.
Bo zobacz: gdyby na przykład komuś nie towarzyszyło przekonanie, że „jest beznadziejny i nic mu nie wychodzi”, ten ktoś mógłby działać odważniej i rozwijać się zawodowo.
Gdyby nie przypiął sobie łatki, że „jest leniem i nie ma silnej woli”, mógłby częściej znajdować czas na aktywność fizyczną i bardziej dbać o ciało.
Może gdyby nie przeświadczenie, że „nic nie jest wart” mógłby bardziej się o siebie troszczyć i zdrowiej jeść.
I gdyby nie pogląd, że jest „cichy i zahukany”, ten ktoś mógłby postawić granice ludziom, którzy go nie szanują i wchodzą mu na głowę.
Brzmi sensownie? To zaczynaj odgruzowywanie już dziś. Pozbądź się śmieci, a poczujesz, że jesteś w stanie osiągnąć bardzo wiele. Bo uwolnisz i pozwolisz działać temu, co w Tobie niezwykłe i wyjątkowe, a co już dzisiaj w sobie masz!
Rozwój bez presji
Dlaczego myślimy, że najlepsza wersja siebie to coś, co musimy dopiero osiągnąć? Jak to jest, że jej w sobie nie widzimy? Bo kierujemy się zewnętrznymi standardami, które mówią nam: masz być taka i taka, robić rzeczy tak i tak.
Dlatego wpadamy w kierat ciągłego działania, naprawiania siebie, eliminowania swoich „wad” i doskakiwania do poprzeczki, którą wyznaczył świat zewnętrzny. A przy tym jesteśmy święcie przekonani, że tak trzeba i że robimy coś, co nam służy!
Tymczasem rozwój bez presji wygląda inaczej, niż się powszechnie uważa.
Nie polega na tym, że:
- każdego dnia robisz coś „produktywnego”,
- cały czas się uczysz
- codziennie wychodzisz ze strefy komfortu
- stale przekraczasz swoje granice,
- zmuszasz się do działania, nawet mimo zmęczenia i przytłoczenia
Często polega na tym, że:
- zaczynasz słuchać swojego ciała,
- przestajesz ignorować zmęczenie,
- doceniasz małe kroki, które robisz
- gratulujesz sobie odwagi, nawet jeśli nie odniosłaś sukcesu takiego, jak chciałaś
- dajesz sobie prawo do przerwy
I to właśnie w tych momentach ciszy, życzliwości dla siebie, docenienia swojego wysiłku pojawia się coś bardzo cennego: kontakt ze sobą, z własnymi potrzebami, z własnym tempem i rytmem. Kontakt z własną prawdą.
Nicnierobienie też jest procesem
Wiele osób ma ogromne wyrzuty sumienia, gdy „nic nie robi”. Gdy nie rozwija się aktywnie, nie pracuje nad sobą.
Tymczasem bardzo często to właśnie w tych momentach zatrzymania coś się w nas układa. Ciało odpoczywa, myśli zwalniają, układ nerwowy się reguluje. I często z tej przerwy i „nicnierobienia” nagle, bez wysiłku, pojawia się jasność, gotowość i impuls do działania.
Nie dlatego, że się zmusiliśmy, nie dlatego, że wszyscy coś robią, nie dlatego, że trzeba.
Tylko dlatego, że daliśmy sobie czas i przestrzeń.
Jeśli więc jesteś zmęczona ciągłym wymaganiem od siebie, byciem projektem do poprawy i udowadnianiem, że jesteś wystarczająco dobra, silna, świadoma – zatrzymaj się i odetchnij. Połóż dłoń na sercu i poczuj siebie.
Może nie potrzebujesz kolejnych celów i strategii rozwoju? Ani uczestniczenia w tym szalonym wyścigu, tylko dlatego że „wszyscy tak robią”?
Może potrzebujesz przestrzeni, żeby poczuć swoją wartość i czułość dla siebie samej. To piękny stan, bo będąc w nim naturalnie odpuszczasz to, co dla Ciebie niedobre i robisz więcej tego, co Ci służy.
Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak zaakceptować siebie i być dla siebie życzliwą, polecam Ci moją książkę „Czuła dla siebie. Żyj wolna od presji i lęku”. Wydawnictwo Sensus 2022
Zamiast najlepszej wersji – prawdziwa wersja
Zatem może warto przeformułować swoje dążenia? Może Twoim celem nie powinna być „najlepsza wersja siebie” tylko „prawdziwa wersja siebie”? Może zamiast tresować siebie do osiągnięcia jakiegoś bliżej nieokreślonego standardu, warto zapytać:
Jak mogę być dla siebie łagodniejsza?
Co mogę zrobić, by żyć w większej zgodzie ze sobą?
W jaki sposób mogę wydobyć z siebie swoje talenty, zamiast usuwać niedoskonałości?
Jak mogę przestać się poprawiać, a zacząć siebie słuchać?
Bo prawdziwa siła nie rodzi się z presji, rodzi się z akceptacji i świadomości siebie. A prawdziwa zmiana przychodzi wtedy, gdy przestajemy ze sobą walczyć.
Najlepsza wersja siebie i stawanie się nią nie powinno być sposobem na zasługiwanie na spokój, szacunek i dobre życie. Możesz tak się czuć dokładnie tam, gdzie jesteś dziś. Z taką energią, jaką masz. W takim tempie, jakie jest dla Ciebie dobre.
I z tego miejsca – akceptacji siebie i poczucia w sobie swojej wartości możesz realizować to, co Cię woła i co powoduje, że tę wartość przejawiasz.
A jeśli nie potrafisz wyrwać się z presji i chcesz uczyć się działania w zgodzie ze sobą, bez naprawiania się i bez ciągłego pędu, zapraszam Cię na indywidualne sesje. Na początek możesz zapisać się na bezpłatną rozmowę wstępną i wspólnie zastanowimy się jak mogę Cię wesprzeć.
Czytaj także: