Wyobraź sobie, że ktoś Ci mówi, że jesteś absolutnie doskonała i w stu procentach wartościowa.

Jakie jest Twoje pierwsze odczucie? Dyskomfort, zdziwienie, zakłopotanie? Może jakoś Ci z tym niewygodnie albo czujesz się zażenowana?

 

A jak reaguje Twój umysł? Założę się, że Twoja pierwsza myśl to: „Pomyłka, to nie (d)o mnie.” Następna? Hmm…. może podejrzenie, że ten ktoś, kto tak twierdzi, czegoś od Ciebie chce? W odpowiedzi mruczysz coś pod nosem i szybko zmieniasz temat. Albo po prostu wyśmiewasz całą sytuację: „Co, jaaa? Doskonała? Chyba żartujesz! Przecież mam tyle wad”.

No właśnie, mnóstwo “wad”. Zbyt krótkie nogi. Za duży nos. Skłonności do tycia. Zero talentu do języków obcych. Proporcje ciała nie takie „jak trzeba”. No i sukcesu to Ty w życiu nie odniosłaś. Kariery nie zrobiłaś. Łatwo wybuchasz, często płaczesz, czasami kłamiesz. Jesteś “zbyt wrażliwa”. Zdarza Ci się nawrzeszczeć na kogoś bliskiego. Potem tego żałujesz, ale już się stało. Twój umysł ma na poczekaniu całą garść „dowodów” na to, że teza zakładająca Twoją doskonałość, brzmi trochę jak kiepski żart. Więc o co tutaj chodzi?

 

 

Jak definiujesz doskonałość?

Czy to symetryczna twarz i proporcjonalne ciało? Nieskazitelny wygląd? Perfekcyjne wykonanie wszystkiego, za co się nie weźmiesz? Zachowanie zawsze adekwatne do sytuacji? Odpowiednie zarządzanie emocjami, sobą w czasie i czym tam jeszcze chcesz zarządzać? Byle doskonale. Byle bezbłędnie, bo to robi wrażenie. Tylko… wyobraź sobie, co by się stało, gdybyś rzeczywiście kiedyś taką doskonałość osiągnęła. Postawiłoby Cię to na piedestale. Byłabyś oglądana i podziwiana. Jak rzadki egzemplarz egzotycznego kwiatu. Straciłabyś kontakt ze zwykłymi ludźmi. Trzymaliby się od Ciebie z daleka, bo kto by chciał zaprzyjaźnić się z osobą, która przypomina raczej doskonale funkcjonującą maszynę niż człowieka? Na szczęście ta „doskonałość” nie istnieje.

 

Więcej o perfekcjonizmie przeczytasz w TYM WPISIE

 

 

A jaka zatem istnieje?

Taka, do której nie musisz dążyć. Taka, która jest cudem Twojego istnienia, fenomenem życia, mądrością Twojego ciała. Tego ciała, które zawsze wie, co dla niego najlepsze i mówi Ci to. Tylko, że Ty nie słyszysz, goniąc za Twoim wyobrażeniem idealnej siebie.

Dzięki temu, że istniejesz – właśnie TAKA, jaka istniejesz – możesz czerpać radość z bycia, podążać za swoim sercem, odczuwać i wyrażać emocje. Dokładnie tak, jak je odczuwasz i wyrażasz. Nie inaczej. Nie bardziej ani nie mniej. Właśnie tak.

W swojej doskonałości możesz nie być doskonała. Możesz popełniać błędy, próbować nowych rzeczy i uczyć się siebie, świata i ludzi. Masz możliwość bycia i przejawiania swoich talentów. I robienia tego, do czego zostałaś stworzona.

W swojej doskonałości jesteś wyposażona we wszystko, czego potrzebujesz, by przejawiać i wyrażać siebie. I podążać swoją ścieżką.

Dla mnie doskonałość nie ma nic wspólnego z wymiarami, kilogramami, proporcjami, normami. Zresztą czym są te normy? Niczym innym, jak decyzją jakichś ludzi, którzy narzucili tę decyzję innym ludziom. A ci ją uznali i zaczęli przestrzegać. Doskonałość nie ma nic wspólnego z robieniem czegokolwiek w taki, czy inny sposób. A jeżeli Ty tak właśnie ją pojmujesz i postanawiasz do niej dążyć, już na starcie jesteś skazana na porażkę. Bo nigdy jej nie osiągniesz. Zawsze może zdarzyć się coś, co będzie „nie tak”. Albo zmienią się normy, zapanują inne kanony. I znowu okaże się, że daleko Ci do ich spełnienia.

 

 

Ty jesteś doskonała! Twoje działania – niekoniecznie

Już widzę te sceptyczne spojrzenia: “Jak to, jestem doskonała? Wielu rzeczy nie wiem, nie umiem, nie robię dobrze. I przez to popełniam błędy, ponoszę porażki. Zaliczam wpadki i doły”.

Zgadza się. Niepowodzenia się zdarzają. Tylko nie są potwierdzeniem, że z Tobą jest coś „nie tak”.

Ty, jako boska, wspaniała istota niezmiennie jesteś doskonała! Natomiast niedoskonałe bywają Twoje działania. Bo nie masz pełnej wiedzy, wystarczających umiejętności albo doświadczenia.

Wiele kobiet wierzy w mit „Im lepiej coś robię, tym większa jest moja wartość”. Albo jeszcze dalej: „Gdy już będę doskonała, to będę w pełni wartościowa”. Niestety to mrzonka. I jeżeli chwilę się nad tym zastanowisz, zobaczysz, że wiele razy w życiu robiłaś coś lepiej niż kiedyś. Albo może nawet czasem miałaś poczucie, że odniosłaś sukces i zrobiłaś coś naprawdę świetnie. I co? Czułaś się bardziej wartościowa? Przez chwilę tak. Do momentu, kiedy coś nie wyszło i znowu siebie za coś skrytykowałaś. A potem obiecywałaś sobie, że gdy tylko nauczysz się lepiej albo bardziej się postarasz, wtedy Twoje poczucie własnej wartości poszybuje w górę i już tam zostanie. 

 

 

Więcej sukcesu = wyższa wartość?

Niestety. Wcale się tak nie dzieje. Czasem nawet wydaje Ci się, jakbyś goniła horyzont. Im szybciej biegniesz, tym szybciej on się oddala. Nawet jeżeli odnosisz sukces, słyszysz ‘well done’ i czujesz, że jesteś już blisko – pierwsza z brzegu  „porażka” utwierdza Cię w przekonaniu, że tylko Ci się wydawało. I znowu wracasz do przekonania, że musisz pracować ciężej i więcej. Bo do doskonałości jeszcze sporo Ci brakuje.

Megafrustrujące. A wszystko dlatego, że pod spodem ukrywa się błędne przekonanie. Przekonanie, że Twoja wartość zależy od tego, co osiągasz. Od tego, jak duży odniosłaś sukces. Od tego, jak dobrze wykonujesz swoją pracę albo jak bardzo doceniają Cię inni. Jeżeli w to uwierzysz, będziesz miała wrażenie, że jesteś na huśtawce. Góra, dół, góra, dół. A każdy kolejny dół to mocne postanowienie, że będziesz bardziej nad sobą pracować. I nie widzisz, że to droga donikąd. Bo kluczem do zmiany jest świadomość, że Twoja wartość nie zależy od Twoich osiągnięć. Ona po prostu jest. I jedyne, co potrzebujesz, to połączyć się z nią ponownie.

 

Chciałabyś zacząć bardziej akceptować siebie? Sprawdź mój 14-dniowy kurs online “Przyjmuję siebie w pełni”, który rusza 1 czerwca 2020.

 

 

Połączyć się ponownie?

Pomyśl o tym czasie, gdy byłaś malutkim dzieckiem. Czy wtedy ,jako niemowlę robiłaś coś, żeby udowodnić swoją wartość? Podejmowałaś jakieś starania, żeby na coś zasłużyć? Czułaś się niegodna albo bezwartościowa? Przeciwnie! Jakoś wewnętrznie wiedziałaś, że jesteś ważna. Od chwili, kiedy pojawiałaś się na świecie.

Dziwne, prawda? Czułaś się wartościowa, choć przecież brakowało Ci podstawowych umiejętności. Nie potrafiłaś mówić, siedzieć ani chodzić. Ale nie miałaś zahamowań, by wyrażać to co czułaś, domagać się spełnienia Twoich potrzeb, sięgać po to, czego chciałaś. Nie zastanawiałaś się, czy zasługujesz na miłość, uwagę, troskę, ciepło. Czułaś, że jesteś wartościowa taka, jaka jesteś. Pełna ufności i przekonania, że masz prawo tutaj być.

 

 

Odnowić połączenie

Potem przestałaś w to wierzyć. Pojawiły się wątpliwości. A z nimi poczucie, że czegoś Ci brak. Że musisz dopiero „nabrać” wartości. Coś osiągnąć, czegoś się nauczyć, coś w sobie poprawić, czegoś się pozbyć. Całymi latami próbowałaś „podwyższyć” swoją wartość. Uczyłaś się, studiowałaś, zbierałaś doświadczenia. Awansowałaś, zarabiałaś, rywalizowałaś i osiągałaś. W porównaniu z czasem, kiedy byłaś dzieckiem, zwiększyłaś swoje umiejętności w każdym obszarze życia. Ale wciąż daleko Ci do tej 100 procentowej ufności, którą miałaś w sobie wtedy.

Taki paradoks. Będąc niemowlakiem nie umiałaś prawie nic. I nie miałaś wątpliwości, że jesteś ważna i wartościowa. Teraz umiesz mnóstwo rzeczy i wcale nie jesteś przekonana, czy rzeczywiście wiele znaczysz.

Dlatego nie mają większego sensu Twoje wysiłki, by znaczyć jeszcze więcej. By być bardziej efektywną, pracowitą i przydatną. By inni Cię zobaczyli i docenili. A wszystko po to, by poczuć, że jesteś kimś więcej. Że trochę „urosłaś” i bardziej Cię widać. Nie. Wcale nie potrzebujesz urosnąć. Ani nie musisz siebie naprawiać. Jesteś wystarczająca. Ze swoimi wadami, popełnionymi błędami i deficytami.

 

Przestań poszukiwać poczucia własnej wartości na zewnątrz. W ludziach, zaszczytach, dowodach uznania, lepszych zarobkach albo przedmiotach, którymi się otaczasz. Przestań się miotać próbując zasłużyć, zrobić na kimś wrażenie.

 

Wróć do swojego wnętrza. Do swojej duszy, jaźni, czy jak wolisz to nazwać. To tam jest Twoja wartość. Połącz się z nią na nowo. I poczuj jak spływa na Ciebie spokój.

 

Jaka to ulga, nie musieć już za niczym gonić. Nie musieć niczego udowadniać. Po prostu być. W poczuciu, że przejawiasz to, co Ci w duszy gra. Korzystając ze swoich talentów i żyjąc w zgodzie ze sobą.

A jeżeli chcesz popracować szerzej nad poczuciem własnej wartości polecam moją książkę “Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie” wydawnictwo Onepress, dostępną m.in. TUTAJ

 

 

Podziel się: