Jak to się dzieje, że łatwiej nam siebie krytykować niż wspierać?  Że automatyczna reakcja na to, że czegoś nie umiałaś albo popełniłaś błąd, to częściej samokrytyka niż docenienie własnych starań? Że prędzej porządnie siebie zbesztasz, niż powiesz sobie: “Dziś nie wyszło tak, jak chciałaś, ale bardzo się starałaś. Włożyłaś mnóstwo wysiłku, odważyłaś się, możesz być z siebie dumna!”?

 

Wszechobecna krytyka

Większość z nas doświadczyła w dzieciństwie krytyki praktycznie nieustannej.  Ze strony rodziców głównie strofowanie i upominanie. Wytykanie błędów, reprymendy, wyrzuty. Że czegoś nie umiałyśmy, źle zrobiłyśmy, że się nie nadajemy. Wyrozumiałości i empatii znacznie mniej. Raczej „stawianie do pionu”.

Nauczyciele też nie szczędzili krytycznych wypowiedzi i podkreślania błędów na czerwono. Nieliczni potrafili, patrząc na mało spektakularne efekty czyjejś pracy, docenić wysiłek w tę pracę włożony. Większość koncentrowała się na tym, co trzeba poprawić. I – żeby było jasne – robili to w to najlepszej wierze! Mieli naprawdę zbożny cel: zmotywować uczniów do bardziej intensywnej pracy. Do szybszych postępów w nauce i systematycznej poprawy rezultatów. Można powiedzieć, że krytykowali nas dla naszego dobra. W trosce o naszą edukację i bezpieczną przyszłość. Tylko czy z dobrym skutkiem? Do końca nie wiadomo.

Wiadomo za to, że ten krytyczny głos karcącego rodzica czy nauczyciela mocno wrósł w psychikę. Tak mocno, że teraz, mimo iż dawno wyprowadziłyśmy się z rodzinnego domu, musztrujemy same siebie bez litości. Samokrytyka stała się naszym codziennym nawykiem. 

 

Jak mądrze siebie wspierać piszę w mojej książce “Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie”, wydawnictwo Onepress, do kupienia na stronie wydawnictwa, w Empiku TUTAJ i innych dobrych księgarniach.

 

Czy samokrytyka wzmocnia motywację?

Ostatnio jedna z moich klientek, zastanawiając się, dlaczego tak często siebie krytykuje, doszła do wniosku, że to jej zdaniem najlepszy sposób na to, żeby „wziąć siebie w obroty”. Bo gdy za mało się przygotowała i zawaliła coś w pracy, musi sobie „podkręcić śrubę”, żeby następnym razem bardziej się postarać. I podkręca ją nazywając siebie leniuchem, nieudacznikiem, idiotką, ofiarą losu. Straszy sama siebie, że jak tak dalej pójdzie, na pewno wyrzucą ją z pracy, pogania do większego wysiłku i odmawia sobie odpoczynku twierdząc, że nie zasłużyła.

Inna z moich klientek twierdziła, że do biegania najlepiej motywuje ją sytuacja w przymierzalni, kiedy widzi w lustrze swoje „wałeczki” i karci siebie: „Ty grubasie, zrób wreszcie coś ze sobą! Od jutra codziennie biegasz! Na pytanie, na jak długo to wystarcza, zaskoczona odpowiedziała, że najwyżej na kilka tygodni. No właśnie – wystarcza na jakiś czas. A potem “trzeba” znowu sobie dokopać, być może mocniej, aby dostarczyć następnej porcji chęci do działania.

Skoro to działa tak krótko, może warto poszukać innego rozwiązania? Bardziej skutecznego i długofalowego? Tylko, że nawet jeżeli taka myśl błyśnie nam w głowie, nie bardzo wiemy, co to miałoby być. Nie widzimy żadnej alternatywy.

Brak wzorca w dzieciństwie spowodował, że nie rozwinęłyśmy w sobie autoempatii. Bo jak miałyśmy to zrobić, skoro nasi rodzice też jej sobie nie okazywali? Zwłaszcza nasze mamy. Miały do siebie więcej zastrzeżeń i pretensji, niż wyrozumiałości, a my patrząc na to jako dzieci, widziałyśmy w tym jedyny możliwy tryb postępowania. Przejęłyśmy więc ten sam schemat i jako dorosłe kobiety poszłyśmy z nim w życie.

 

Być dla siebie wyrozumiałą? Co za dziwny koncept…

Bycie dla siebie dobrą, serdeczną i łagodną wciąż wydaje się niektórym dziwne. Kojarzy się z jakimś „rozmemłaniem”. Z rozczulaniem się nad sobą, usprawiedliwianiem własnego „nieudacznictwa”, tuszowaniem własnych błędów. Generalnie ze słabością i pobłażaniem sobie.

Tylko, że tu nie chodzi o to, by być bezkrytycznym i nie widzieć własnych niedociągnięć. Raczej o bycie dla siebie życzliwą, zwłaszcza, gdy wiesz, że włożyłaś w coś mnóstwo wysiłku , a rezultat okazał się rozczarowujący. Ostatnią rzeczą, jakiej wtedy potrzebujesz jest chłosta od siebie samej. A mimo to, często siebie biczujesz, bo masz przekonanie, że to Cię wzmocni i zmotywuje do większego wysiłku. Że jak porządnie obsztorcujesz sama siebie, to w końcu weźmiesz się do roboty. Bo w życiu przecież „trzeba być twardym, a nie miętkim”.

Tymczasem znacznie lepszą strategią jest okazanie sobie wyrozumiałości i troski. Pocieszenie siebie samej. Docenienie włożonej pracy, energii i wysiłku. A potem zastanowienie się, czy jest coś, co w przyszłości możesz zrobić inaczej, by uzyskać lepsze rezultaty.

 

Samokrytyka sposobem na zachowanie twarzy?

Jeżeli sama nie czujesz się pewnie, z tym co zrobiłaś, jak wyglądasz albo co powiedziałaś, samokrytyka może być dla Ciebie sposobem na uratowanie reputacji. Boisz się, że ktoś powie Ci, że kiepsko wyglądasz w nowej fryzurze, więc co wtedy robisz? Pierwsza siebie krytykujesz! Wolisz najpierw sama wypowiedzieć się o sobie negatywnie, zanim ktoś inny to zrobi. I na przykład powie Ci, że ten platynowy blond zupełnie nie pasuje do Twojej karnacji…

Albo komentujesz i głośno krytykujesz swoje niedociągnięcia, nawet gdy nikt inny o nich nie wspomina. Tak, jakbyś chciała zakomunikować: „Zobaczcie, tyle błędów popełniłam, ale przynajmniej nie jestem aż tak głupia, żeby tego nie widzieć.” Masz wtedy złudną satysfakcję, że jesteś na tyle ogarnięta, że przynajmniej zauważasz swoje niedociągnięcia i zdajesz sobie z nich sprawę. I wtedy masz poczucie, że wypadasz choć trochę lepiej i w ten sposób ratujesz się przed kompromitacją.  

Tylko jeden drobny element jakoś Cię uwiera i sprawia, że nie czujesz się całkiem komfortowo. Co to może być? Tak, to reprymenda, której sama sobie udzieliłaś i konsekwencja, z jaką wypunktowałaś swoje błędy. A także świadomość, że zignorowałaś swoje starania i wysiłki, nie doceniając niczego, co przecież z pewnością zrobiłaś, wykonując powierzone Ci zadania.

 

Samokrytyka, czy bycie dla siebie wyrozumiałą. Co Cię bardziej przekonuje?

Jeżeli wciąż myślisz, że samokrytyka Cię zmotywuje, przedstawiam poniżej listę wywoływanych przez nią skutków, bynajmniej nie motywujących ani nie wzmacniających.

Przede wszystkim samokrytyka rujnuje samoocenę i obniża poczucie własnej wartości. Zmniejsza motywację, powoduje lęk przed działaniem i odwlekanie realizacji celów. Może przyczyniać się także do zbyt wczesnego odpuszczania i rezygnowania w przypadku napotkanych trudności.

Ponadto wywołuje poczucie bycia niewystarczającą i nieadekwatną („nie nadaję się”), pesymizm, a nawet stany depresyjne.  W dodatku sprawia, że cały czas koncentrujemy się na wadach, niedociągnięciach i błędach. Znasz kogoś, kto po iluś latach krytykowania siebie, nadal jeszcze siebie lubi i podchodzi do swojego życia z optymizmem?

A wspieranie siebie i wyrozumiałość dla siebie samej? Jaki to ma sens? Ogromny.

Wzmacnia motywację i zwiększa chęć do działania. Dodaje optymizmu i podnosi odporność na porażki. Poprawia nastrój i relacje z innymi, uczy doceniania nawet najmniejszych drobiazgów.

 

Jak mądrze siebie wspierać piszę w mojej książce “Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie”, wydawnictwo Onepress. Do kupienia na stronie wydawnictwa, w Empiku TUTAJ i innych dobrych księgarniach. 

Najcenniejsza rzecz

Ale najważniejsza i – moim zdaniem – najcenniejsza rzecz, jaka wynika z praktykowania autoempatii, to wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. Cudowne poczucie wewnętrznego spokoju i odprężenia. To świadomość, że możesz na siebie liczyć i sobie samej zaufać. Niezachwiana pewność, że nie spadnie na Ciebie nagły cios ani lawina wyrzutów od siebie samej. Przekonanie, że masz siebie, i że zawsze dostaniesz od siebie wsparcie. To najpiękniejsza i najcenniejsza rzecz, jaką możesz sobie dać.

Bo wtedy wiesz, że jesteś wystarczająca. Że jesteś OK, taka, jaka jesteś. Z tym, co masz i czym dysponujesz w tym konkretnym momencie swojego życia. Wiesz, że „się nadajesz” i że zasługujesz na wszystko, co najlepsze.

I masz tę świadomość, że gdy przyjdzie trudna chwila, jest przy Tobie ktoś, kto Cię wesprze, pocieszy, otrze łzy. Po prostu się Tobą zaopiekuje. Wiesz, że ten ktoś, czyli Ty sama, jest Ci zawsze życzliwy i odnosi się do Ciebie z wyrozumiałością i łagodnością. Czy może być coś, co daje większe poczucie bezpieczeństwa?

Z takim wsparciem możesz realizować wszystkie swoje plany i pragnienia. Zacznij ćwiczyć odpuszczanie samokrytyki. Uwalniaj się od tego niszczącego Twoje poczucie własnej wartości nawyku. I zauważaj, jak zmienia się Twoje postrzeganie siebie, jak wzrasta zaufanie do własnych możliwości i chęć próbowania nowych rzeczy. Doświadczaj większej wolności i radości z życia.

Bo masz siebie i swoje wsparcie.

 

 

Podziel się: