Co robić, by być pewną siebie? Uczyć się nowych rzeczy, zdobywać nowe umiejętności, podejmować wyzwania, gromadzić doświadczenia, odważnie działać? Tak, to bardzo ważne, jednak istnieje jeszcze jeden czynnik, który ma ogromny wpływ na pewność siebie, a którego wiele osób nie dostrzega. Co to takiego? Zaraz się dowiesz, czytaj dalej.

 

 

Zacznijmy od drugiej strony

Ok, to ma być artykuł o tym, jak budować pewność siebie i tego będę się trzymać. Jednak na początku, chcę abyś się zastanowiła, co skutecznie torpeduje Twoją pewność siebie. Co sprawia, że mimo tego całego uczenia się, robienia, działania i osiągania, czasami wątpisz w siebie albo czujesz, że niewiele znaczysz? Co to jest takiego, co czasem odbiera Ci cały rezon i powoduje, że Twoja pewność siebie nagle ulatnia się albo drastycznie maleje?

Ten czynnik to samokrytyka, bycie wobec siebie zbyt surowym i wymagającym. Stawianie sobie zbyt dużych oczekiwań i bezwzględne rozliczanie siebie z niedostatków, porażek i popełnionych błędów. Wynikające z lęku przed byciem odrzuconą „samobiczowanie”, które ma Cię zmotywować do dalszej pracy nad sobą i wyeliminowania Twoich wad. I – uwaga! – to również przyłączanie się do krytyki, która płynie z zewnątrz. Ciche przyznawanie racji ludziom, którzy z jakiegoś powodu uważają, że to jaka jesteś i/lub jak się zachowujesz jest nie takie „jak trzeba”.

Ten wewnętrzny krytyczny głos podważa wartość tego, co robisz. Sieje w głowie wątpliwości, czy to jest na pewno wystarczająco dobre. Czy w ogóle Ty jesteś wystarczająca! Sugeruje, że ten grymas na czyjejś twarzy to z pewnością dezaprobata i głębokie niezadowolenie. A jeśli, o zgrozo, rzeczywiście popełnisz błąd, nie zostawia na Tobie suchej nitki, twierdząc że jesteś do niczego. 

Nie wiesz, jak poradzić sobie z wewnętrznym krytykiem? WIęcej konkretów przedstawiam w TYM WIDEO 

 

 

Skuteczne antidotum

Co jest najlepszym sposobem na wewnętrznego krytyka? Współczucie dla siebie! Wyrozumiałość, akceptacja, tolerancja. Przyznanie sobie prawa do popełniania błędów i bycie dla siebie łagodną, gdy ten błąd, czy porażka rzeczywiście się wydarzy.

Dlatego w całym swoim działaniu, odważaniu się i podejmowaniu życiowych wyzwań pamiętaj o współczuciu dla siebie. To pomoże Ci skutecznie budować pewność siebie. Sprawi, że przestaniesz sama siebie osłabiać.

 

„No, dobrze i to tyle? To ma być ta odkrywcza wiedza o tym, jak budować pewność siebie?”, być może tak właśnie teraz myślisz, zastanawiając się, czy to zadziała. „Mam sobie współczuć? Użalać się nad sobą? Siedzieć i płakać, jak ofiara losu? W jaki sposób to może mi pomóc?”

Po pierwsze, współczucie to nie użalanie się ani nie lamentowanie „jaka jesteś biedna”. To okazanie sobie w trudnej sytuacji życzliwości i akceptacji, która oznacza przede wszystkim przestrzeń na emocje. To powstrzymanie się od ostrych słów, kpin, surowej krytyki, pouczania i moralizowania. I to także powiedzenie sobie kilku wspierających zdań: „Przykro mi, że cię to spotkało, to musi być dla ciebie trudne. Widzę, że bardzo to przeżywasz. Jestem z tobą.”

 

 

Wspierająca obecność

W takiej sytuacji czujesz, że masz prawo do swoich emocji, czujesz że masz prawo mieć gorszy dzień. Uświadamiasz sobie, że wątpliwości to coś normalnego i każdy czasami je ma. Czujesz, że błąd, porażka, czy negatywny komentarz na Twój temat, to część życia i dzięki własnemu wsparciu łatwiej Ci przez to przejść. A kiedy przechodzisz czując za plecami swoją wspierającą obecność, a nie kuląc się pod raniącymi słowami, łatwiej Ci zachować spokój i pewność, że jesteś wartościowym człowiekiem, a to, co się dzieje, jest przejściowe.

A poza tym – tak serio – czy można być autentycznie pewnym siebie, wciąż siebie krytykując albo nieustannie w siebie wątpiąc? Czy potrafisz wyobrazić sobie człowieka „pewnego” siebie, który jednocześnie mówi sobie: „Ty idioto, jak mogłeś się tak pomylić!”? Albo: „Na pewno fatalnie mi poszło, teraz wszyscy się ze mnie nabijają”? Z takim dialogiem wewnętrznym mógłby jedynie udawać pewnego siebie, dumną postawą i nonszalanckim zachowaniem przykrywając obawy i wątpliwości, co do własnej wartości.

A prawdziwa, autentyczna pewność siebie to nie wywyższanie się, tupet ani zadufanie w sobie. To płynąca z Ciebie wewnętrzna siła, zaufanie do własnych możliwości i pewność, że jesteś wystarczająco dobra, aby poradzić siebie z życiowymi wyzwaniami.

 

 

Zamiast samokrytyki – samowspółczucie

Żeby zdać sobie sprawę, jak bardzo samokrytyką sabotujesz siebie, warto zrozumieć, jaki tu działa mechanizm. Stała surowa ocena i krytyka, jaką sobie fundujemy pozbawiona choćby odrobiny wyrozumiałości i wsparcia sprawia, że zaczynamy podejrzewać, że coś jest z nami nie w porządku.

I pisząc o krytyce nie mam tu na myśli konstruktywnej informacji zwrotnej, która prowadzi do poprawy naszych działań i przez to do lepszych rezultatów. Mówię o krytyce niesprawiedliwej, generalizującej, nie odnoszącej się do konkretnych działań. O krytyce, która podważa naszą wartość, „jedzie” po naszej tożsamości, niszczy samoocenę i poczucie wartości. Taka krytyka sprawia, że zaczynamy wierzyć w to, że jesteśmy nieadekwatni, że się nie nadajemy i musimy siebie naprawić. I jak budować pewność siebie mając w głowie takie przekonanie?

Co się dzieje, kiedy w to przekonanie wierzymy? Wstydzimy się tego i czujemy przymus, aby siebie zmienić. A kiedy zaczynamy siebie na siłę zmieniać, tak naprawdę zostawiamy siebie. Dostosowujemy się, dopasowujemy i zaczynamy działać wbrew sobie. I przestajemy siebie widzieć, nie jesteśmy już dla siebie ważni. Ważniejszy jest ten „awatar”, który chcemy stworzyć, aby poczuć, że jesteśmy ok. Tylko, że w tym już nie ma nas.

 

  • Czy zapominanie o sobie i życie pod dyktando oczekiwań innych buduje pewność siebie?
  • Czy ignorując siebie możesz być z siebie dumna i wzmacniać swoje poczucie wartości?
  • I czy stale „naprawiając” siebie stajesz się bardziej pewnym siebie człowiekiem?

 

Pozwalając wewnętrznemu krytykowi pastwić się nad sobą, stale podważasz swoją wartość! Jeżeli chcesz budować prawdziwą pewność siebie, zacznij od wyeliminowania samokrytyki i przestaw się na samowspółczucie.

Więcej o tym, jak wyeliminować samokrytykę i zastąpić ją autoempatią piszę w TYM WPISIE

 

 

Jak to zrobić?

Pomoże Ci w tym wyrozumiałość, troska i akceptacja. Podejście do siebie z życzliwością i empatią. Danie sobie przestrzeni na to, że możesz popełniać błędy, potykać się, przewracać, czasem być śmieszną, czasem nieskuteczną albo bezradną. Okazanie sobie serca, wsparcia, powiedzenie kilku ciepłych słów.

Kiedy zamiast dezaprobaty, krytyki i pouczania, poklepiesz siebie po ramieniu i powiesz „Ok, tak się zdarza. Możesz się czuć kiepsko. Pozwól sobie na to, a potem wyciągnij wnioski i idź dalej” Twoja pewność siebie wzrośnie. Bo wiesz, że masz siebie i swoje wsparcie, i kiedy zdarzy Ci się potknięcie albo porażka, możesz na sobie polegać, jak na najlepszym przyjacielu.

Warto pamiętać, że w każdym człowieku, w Tobie też, mieszka wiele części (podosobowości). Wewnętrzny krytyk jest tylko jedną z nich.

Wśród tych części istnieje również taka Część, która Cię kocha, wspiera i chce dla Ciebie dobrze. Może nadasz jej jakieś imię? Będziesz ją dostrzegać i pytać o zdanie? Dasz jej więcej uwagi niż wewnętrznemu krytykowi?

Ważne, żebyś tę Część wzmacniała, bo to właśnie z niej płynie współczucie, życzliwość i miłość do siebie. A to z kolei powoduje, że wzrastasz, ugruntowujesz się w poczuciu, że jesteś wartościowa i emanujesz pewnością siebie. Niezależnie od tego, co wydarza się w Twoim życiu. 

 

 

 

 

Podziel się: