Wtedy, gdy to jest na pewno Twój cel! Dziwne? Możesz teraz powiedzieć: „Przecież to jasne, że jak realizuję cel, to to jest mój cel!” Otóż, gdy się tematowi przyjrzeć, to nie jest to wcale takie oczywiste. Wielu kobietom zdarza się, że realizują cele, które zostały im w jakiś sposób narzucone. Może zarekomendowane, a może mniej lub bardziej delikatnie zasugerowane. A te kobiety często wcale nie zdają sobie z tego sprawy. Biorą te cele za swoje własne i zaczynają działać. I dziwią się potem, że coraz trudniej im wykrzesać z siebie motywację. Coraz ciężej iść do przodu, aby rzeczywiście osiągnąć cel i zrealizować to, co zamierzyły.

 

Zdarzyło się, że ktoś Ci powiedział: „Och, widzę, że wrzuciłaś kilka kilogramów – chyba powinnaś trochę schudnąć”? A Ty następnego dnia już kupowałaś karnet do fitness clubu? Albo wyciągałaś rower z piwnicy, odkurzałaś go z pajęczyn i postanawiałaś „robić” codziennie przynajmniej 15 km? I oczywiście zapisywałaś sobie na kartce swój cel: „Do dnia tego i tego będę ważyć tyle i tyle kilogramów”. Albo: „W ciągu X tygodni od dzisiaj osiągnę rozmiar Y”. A potem planowałaś, co zrobisz, by osiągnąć cel. STOP! Następnym razem zanim zaczniesz się „wkręcać”, zapytaj najpierw siebie, czy naprawdę tego potrzebujesz? Czy rzeczywiście czujesz się źle w swoim ciele? Jest Ci za ciężko? Odczuwasz jakiś dyskomfort? Ubrania zrobiły się za ciasne? Jeżeli nie – to po co chcesz to robić? Dla kogoś? Bo komuś się wydaje, że coś powinnaś? Albo chce dać Ci „dobrą” radę?

 

Pracowałam kiedyś z klientką, która już któryś raz postanawiała schudnąć, a po kilku tygodniach, rezygnowała z treningów. I już na pierwszej sesji okazało się, że każdorazowo autorem „jej” pomysłu był mąż, który z troską stwierdzał, że chyba jej ostatnio przybyło i „oponka” się z dżinsów wylewa. A ona w panice, że facet zacznie oglądać się za innymi – szczupłymi i atrakcyjnymi – natychmiast  biegła się odchudzać. Ale po kilku tygodniach trenowania, przestawało jej się chcieć.

 

Tobie też pewnie się to zdarzyło i znasz to uczucie lekkiej niechęci. Które potem zmienia się w wyraźny opór. Coraz częściej odpuszczasz. Bo dziś gorzej się czujesz albo miałaś ciężki dzień. Bo pokłóciłaś się z facetem i nie masz nastroju. Albo potrzebujesz zrobić pilnie coś innego. Oczywiście – dziesiątki różnych „nie cierpiących zwłoki” spraw tłoczą się i proszą, abyś jak najszybciej się nimi zajęła.

 

A tymczasem przyczyna oporu może być całkiem prosta. Nie masz motywacji, bo to nie jest Twój cel! Nie realizujesz SWOJEJ autentycznej  potrzeby i nie odczuwasz naturalnej wewnętrznej chęci do działania. Trudno jest Ci wytrzymać w narzuconym sobie reżimie. Rezygnujesz więc, a potem krytykujesz samą siebie, że nie masz silnej woli i nie potrafisz być konsekwentna. I ubolewasz na tym, że zamiast udowodnić, że potrafisz dopiąć swego i osiągnąć cel, znowu się poddałaś. Źle Ci z tym, więc teraz siedzisz i rozmyślasz, co zrobić, aby następnym razem lepiej się zmotywować.

 

Twój najlepszy cel

Najlepszy cel to taki, który wypływa z Twoich autentycznych potrzeb, który odzwierciedla to, czego najbardziej dla siebie pragniesz. Który bierze się z potrzeby autonomii, podążania za tym, co dla Ciebie ważne, rozwijania swoich talentów, robienia tego, co ma dla Ciebie sens. Gdy postawisz sobie taki cel, będziesz czuła ten wewnętrzny stan gotowości do działania. Tę życiową energię, która po prostu płynie. To jest właśnie wewnętrzna motywacja. W odróżnieniu od motywacji zewnętrznej, której sztuczne „pompowanie” nie ma większego sensu. Bo działa może i skutecznie, ale krótko. To tak jakbyś próbowała napełnić studnię bez dna. Nosisz tę wodę i nosisz, dolewasz i dolewasz, i nie widzisz efektu. Nawet jeśli przez moment wydaje Ci się, że wody w studni przybyło, po chwili dostrzegasz, że znów wsiąkła w ziemię, uciekła gdzieś na boki.

Dlatego jeżeli zdarzało Ci się być „niekonsekwentną” i zastanawiasz się, co teraz masz zrobić, by skutecznie osiągnąć cel, zatrzymaj się na chwilę w swoich działaniach. Jeżeli zauważasz, że się zmuszasz, sama siebie przekonujesz, wmawiasz sobie, że powinnaś wziąć się w garść – powiedz sobie STOP i przyjrzyj się swojemu celowi. To, że nie odczuwasz naturalnej wewnętrznej  motywacji to dla Ciebie ważny sygnał. Zauważ go i zastanów się, co on chce Tobie zakomunikować. Może cel przestał być dla Ciebie ważny? A może nigdy ważny nie był? Może coś się zmieniło i jakaś inna wartość wysunęła się na czoło w Twojej osobistej hierarchii wartości? Może to, co sobie postanowiłaś było wynikiem czyjejś „dobrej” rady? A może odkryłaś, że nie jest spójne z tym, jak chciałabyś żyć i kim się stać?

 

Już tego nie chcę. I co dalej?

„No dobrze” – możesz powiedzieć – „a jak już się przyjrzę i odkryję, że to nie to? Co dalej? Powinnam mimo wszystko doprowadzić sprawy do końca i osiągnąć cel? Czy może dać sobie spokój?” Tak, wtedy masz dwa wyjścia: albo odpuścić, albo się zmusić. I jeżeli jesteś z tych „konsekwentnych”, pewnie będziesz chciała wybrać to drugie. Tylko… czy warto za bycie konsekwentną zapłacić zaprzeczaniem sobie?

W takiej sytuacji zdecydowanie lepiej bycie w zgodzie ze sobą i po prostu zrezygnować. Tak. Możesz to zrobić. Możesz uznać, że już nie chcesz. Że nie jest to już dla Ciebie ważne. Że teraz ważniejsze jest coś innego. I zobacz, że odpuszczasz z innej pozycji. Nie dlatego, że „jesteś leniwa i niekonsekwentna”. Bez poczucia winy i samokrytyki. Tylko będąc świadomą tego, że coś się zmieniło. Że to zobaczyłaś i wybierasz teraz inną drogę. Taką, która jest w spójności ze sobą. I nie uważasz wtedy siebie za osobę, która nie ma silnej woli, tylko za taką, która zrozumiała, że nie chce postępować wbrew sobie. Że zamiast tego chce pójść za tym, co rzeczywiście dla niej ważne.

A jak odkryć, co jest spójne z Tobą? Uczę tego w moim mini kursie online „Wytyczaj i realizuj cele w zgodzie ze sobą”, szczegóły możesz sprawdzić tutaj  https://ogrodprzemian.pl/kurs-cele/  

Pierwszą rzeczą jako warto zrobić PRZED postawieniem sobie nowych celów, to przyjrzeć się sobie i wydobyć na wierzch to, co być może głęboko zakopałaś, bo inne rzeczy były ważniejsze. Bo przeważyły obowiązki i powinności. Bo miałaś ważne zobowiązania, bo ktoś czegoś od Ciebie oczekiwał albo na coś próbowałaś zasłużyć. Może szef uznał, że jesteś dobrym organizatorem i właśnie kogoś takiego bardzo potrzebuje. A może jedyna możliwość wypracowania dobrej premii była w dziale sprzedaży, a Ty musiałaś szybko spłacić kredyt, więc stałaś się mistrzem perswazji i manipulacji. Dobrze opłacanym mistrzem, osiągającym wszystkie „targety”.

 

Powrót do siebie

Jednak gdy żyjesz w takim zaprzeczeniu parę ładnych lat, tracisz kontakt ze swoim prawdziwym JA. Z tym, co jest dla Ciebie ważne. Z tym, jak naprawdę chciałabyś żyć i kim się stać. I ze swoimi prawdziwymi potrzebami i pragnieniami też. Bo ukryłaś je tak głęboko, że już sama nie pamiętasz gdzie. Ani, co to tak na dobrą sprawę było. A postawienie sobie dobrego celu wymaga dużej znajomości siebie. Bez tego znów będziesz miotać się pomiędzy narzuconymi Ci standardami i sztucznie wykreowanymi potrzebami. Niepewna tego, czy robisz coś dla siebie, czy po to, żeby się komuś przypodobać. I jeżeli teraz tak jest, nie krytykuj siebie za to. Po prostu to zobacz i zaakceptuj. Pamiętaj, że jeżeli odkryjesz podświadome schematy, przestają one Tobą kierować z ukrycia. Nawet jeżeli kontynuujesz dotychczasowe działanie, robisz to już świadomie. Po prostu tak wybierasz.

By najłatwiej osiągnąć cel, potrzebujesz zacząć od wyznaczenia dobrego celu, nie od wzmacniania silnej woli. I aby okdryć i nazwać ten dobry cel, najpierw potrzebujesz powrócić do siebie i odzyskać kontakt z „bazą”. I to jest Twoja praca domowa, która powinna być wykonana PRZED postawieniem sobie nowych celów. Dopiero, gdy ją wykonasz, będziesz mogła na tym fundamencie wytyczyć TWOJE WŁASNE cele. Nowe cele, które dadzą Ci „power” do działania i których realizacja będzie przybliżać Cię do życia, jakim naprawdę chcesz żyć.

 

 

Podziel się: