Przychodzą i mówią: Chcę być bardziej wydajna, bardziej asertywna, lepiej zorganizowana. Chcę osiągać więcej, wypadać lepiej, prezentować się korzystniej. Być lepszą matką, bardziej przedsiębiorczą bizneswoman, efektywniej ogarniać pracę, dom, dzieci, życie.

Od przysłówków w stopniu wyższym aż gęsto. Bardziej, więcej, szybciej, mocniej… A kiedy pytam „A po co?” widzę zdziwione spojrzenia. Jakby trochę zbite z tropu zaczynają mówić o spełnieniu, szczęściu, radości życia. Ale w głosie wahanie, jakby same nie wiedziały.

Twój umysł układa historyjkę o szczęściu i spełnieniu. Wmawia Ci, że jeżeli będziesz więcej pracować, szybciej awansować, lepiej zarabiać i efektywniej ogarniać, będziesz szczęśliwa i spełniona. I choć głęboko jakimś szóstym zmysłem czujesz, że to nie tak, ignorujesz to uczucie. Choć jakiś cichutki głos w sercu próbuje powiedzieć Ci o co chodzi, Ty i tak go nie usłyszysz. Bo wciąż pędzisz. Robisz, ogarniasz, załatwiasz, odhaczasz. Byleby działać. Byleby nie poczuć.

No i czekasz. Czekasz, aż wreszcie będziesz szczęśliwa. Ale mimo kolejnej podwyżki, awansu, pochwały, nie czujesz spełnienia. “Aha!” – myślisz – “może to za mało? Może ten projekt jednak nie był wystarczająco wymagający?” I zaczynasz szukać większego wyzwania… I tak aż do utraty motywacji i początków wypalenia. Wtedy szukasz coacha, żeby Cię zmotywował. Pomógł odnaleźć znów ten power. Żeby dolał paliwa do baku i naładował baterie. Żebyś znowu mogła gnać.

Nie dolewam paliwa i nie ładuję baterii. A nawet sugeruję zjechać na pobocze i wyłączyć silnik. A wtedy widzę w oczach strach.  Jak to? Przestać działać? Wylogować się z tego wyścigu? Przecież w tym czasie inni pobiegną dalej, wyprzedzą mnie, osiągną więcej, zajmą moje miejsce!

Tak, zatrzymaj się w pędzie. Na chwilę przestań działać. Bo żeby być szczęśliwą i spełnioną, potrzebujesz poczuć z serca, co by Ci dało spełnienie i sens. Potrzebujesz połączyć się z najgłębszą częścią Twojego jestestwa, zejść do najświętszego miejsca. Ale nie dokonasz tego pędząc na oślep albo kręcąc się na karuzeli, która przyspiesza tak, że już nawet nie rozróżniasz dni tygodnia, a ludzkie twarze zlewają się w bezkształtną plamę.

Wysiądź. Stań z boku. Nie bój się ciszy. Posłuchaj swojego serca. Może się okazać, że nagle usłyszysz coś, co Cię wprawi w zdumienie. Że chciałabyś pójść w innym kierunku. Że dobrze Ci bez tego zgiełku. Że chciałabyś realizować własny pomysł na życie, a nie wciąż spełniać czyjeś oczekiwania. I że nie chcesz już wracać na karuzelę. Albo, że jeśli wrócisz, to na swoich warunkach.

I może się zdarzyć, że inni pognają dalej i Cię „wyprzedzą”. A Ty popatrzysz na to bez emocji. Wiesz już, że Twoje szczęście nie zależy od tego, które miejsce zajmiesz w wyścigu. I czy w ogóle go ukończysz. Teraz, gdy odkryłaś, co dla Ciebie ważne, chcesz podążać własną drogą w swoim tempie. I to tempo zawsze będzie właściwe.

Chcesz regularnie otrzymywać moje teksty, ćwiczenia i inspiracje? Zapisz się do mojego newslettera (formularz poniżej). Przy okazji możesz otrzymać darmowy poradnik 🙂 🙂

Podziel się: