Kochasz nad sobą pracować. Od lat poszerzasz świadomość i transformujesz stare wzorce. Jak to pięknie, móc się rozwijać!

Jednak w końcu przychodzi ten moment, kiedy umysł mówi Ci, że to już. Już nadszedł czas, by grubą kreską odciąć to, co było kiedyś i wskoczyć na piedestał z napisem „Kobieta oświecona”. Bo skoro już tak długo jesteś na ścieżce rozwoju, to czas by wreszcie praca nad sobą przyniosła konkretne rezultaty!

 

 

Gdzie ta najlepsza wersja?

Głos w głowie podpowiada Ci, że już powinnaś być spokojna, dobra i cierpliwa. Stać się najlepszą wersją siebie. Żyć w szczęściu i spełnieniu. W zaufaniu do Wszechświata. Z głęboką akceptacją przyjmując wszystko, co przychodzi. Tymczasem raz po raz widzisz, że daleko Ci do tej wersji, którą sobie wymyśliłaś. Jest jednak trochę inaczej. Rezultaty, których oczekiwałaś, nie przychodzą.

 

I zaczyna się presja. Najpierw cichutka, niewidzialna. Mierzona godzinami spędzonymi na terapii i na poduszce do medytacji. Liczona weekendami warsztatów, dziesiątkami kursów, lajwów i przeczytanych książek. Niezliczonych praktyk, ćwiczeń i sesji. Potem coraz bardziej natarczywa, kiedy okazuje się, że nie jest tak, jak miało być.

 

Bo reagujesz, chociaż miałaś być tylko obserwatorem. Coś ci się „odpala”, choć już miałaś zachować spokój. Zaczynasz krzyczeć, żeby dać upust swojej złości, chociaż miałaś policzyć do dziesięciu albo poczuć tę emocję w sobie i uwolnić ją. Bo czyż nie tak robią ludzie oświeceni i naprawdę świadomi?

 

 

Jak długo jeszcze?!

Wtedy zaczynasz tracić cierpliwość. Coraz częściej cisną Ci się na usta niecenzuralne słowa, a do głowy napływają myśli: No jak długo jeszcze?! Co jeszcze mam przerobić? Ile ta praca nad sobą ma jeszcze trwać? Dlaczego ciągle coś „wyłazi”?

I biczujesz się znowu. Choć teraz to inne biczowanie. Bardziej subtelne, mniej oczywiste. Bo samokrytykę to przecież już dawno odstawiłaś. Na to to już jesteś zbyt świadoma. Teraz już mówisz sobie „kocham Cię” i „jesteś wspaniała”, praktykujesz wdzięczność i samodocenienie. A po cichutku, niepostrzeżenie smagasz się dalej. Swoimi oczekiwaniami, wymaganiami, jakimś wyidealizowanym obrazem, o którym czytałaś i w który pragniesz się wpasować. Presją umysłu, który maluje Ci wizerunek Ciebie takiej, jaka już powinnaś być.

Tak cudownie świadomej, panującej nad emocjami i przyjmującej wszystko z bezbrzeżną akceptacją.

Przemawiającej łagodnym głosem, okazującej cierpliwość, wyrozumiałość i wielkie serce.

Empatycznej matki, wyrozumiałej żony, współczującej koleżanki.

Oazy spokoju i wzoru wszelkich cnót.

 

 

Za ciasne pudełko

A tu nagle z tej oazy wystrzeliwuje gejzer złości. Albo pojawia się zazdrość, zniecierpliwienie, irytacja. Masz ochotę komuś dokopać albo gardzisz nim w duchu za to, że taki „nieprzebudzony”. I zaraz potem strofujesz się niezadowolona. Niedobrze. Przecież już nie powinnaś. A tu jeszcze zdarza się, że przychodzi smutek, frustracja, bezradność. Albo w nocy łapie Cię lęk i natłok myśli, które nie pozwalają zasnąć, choć wszystkimi sposobami próbujesz się w nie nie wkręcać. A następnego dnia niewyspana narzekasz, że teraz to już nie może tak być.

Nie może? A dlaczego? Czy cała ta „ praca nad sobą ” sprawia, że teraz już nie masz prawa krzyknąć? Wściec się? Być smutna, zazdrosna albo  zniecierpliwiona? Nie możesz odczuwać złości, frustracji albo irytacji? Serio?

Nie masz czasem wrażenia, że Twoja własna gonitwa za byciem świadomą wciska Cię w jakieś ciasne pudełko, w którym nawet nie możesz rozprostować nóg? Tak, jakbyś sama zakładała sobie kaganiec albo zamykała usta. Albo tłumaczyła cierpliwie: „Przecież już tyle lat się rozwijasz, już tyle przepracowałaś, tyle wybaczyłaś, przerobiłaś i sobie uświadomiłaś! Medytujesz, ćwiczysz jogę, słuchasz swojego serca i duszy, świadomie oddychasz. No teraz to już głupio się tak po prostu wściec. Albo zazdrościć komuś sukcesu. To by oznaczało, że wszystko poszło na marne! Że te wszystkie techniki na ciebie nie działają!”

 

 

Czy Ci to czegoś nie przypomina?

Czy nie przywodzi Ci to na myśl dziecięcych lat, kiedy dorośli mówili: „Jesteś już dużą dziewczynką, nie możesz się tak zachowywać, powinnaś panować nad sobą! Nie jesteś już niemowlakiem. To nie wypada, to brzydko, to nie przystoi. Powinnaś zrozumieć, być mądrzejsza, nauczyć się cierpliwości”?

Wtedy zamykano Ci usta, upominano, zawstydzano. Apelowano do Twojego rozsądku. A teraz? Teraz wyciągnęłaś z lamusa ten schemat i robisz sobie dokładnie to samo. „Już jesteś po terapii, już tyle sobie uświadomiłaś, już się przebudziłaś… Teraz nie wolno Ci się tak zachowywać, teraz to nie wypada”, tłumaczysz sobie tak, jak wtedy Tobie tłumaczono.

Brak akceptacji. Oczekiwania. Presja, presja, presja.

 

 

Odpuść sobie

Po pierwsze zaakceptuj, że jest, jak jest. Po prostu zgódź się na to i odpuść sobie. Do niczego się nie zmuszaj. Nie stawiaj sobie oczekiwań. Nie wymagaj zbyt dużo. Praca nad sobą, samorozwój to nie wyścig. Tu nie ma deadline’ów, targetów, celów. Tu nie liczy się, kto szybciej albo kto lepiej.

Zrób przestrzeń na wszystko, co się pojawia. Witaj z otwartymi ramionami wszystkie swoje emocje. Zapraszaj je do siebie. Niech posiedzą z Tobą na kanapie, niech się wyzłoszczą, wypłaczą, wysmucą. Pozwól sobie je poczuć i przyjrzyj się temu, co ze sobą przynoszą. Bo każda z nich niesie ważną informację.

Po drugie – kto powiedział, że teraz już wszystko ma być perfekcyjnie? Czy naprawdę o to chodzi? Czy świadome życie to idealne życie? Tylko szczęście, oświecenie, duchowość i sam spokój?

Więcej o perfekcjonizmie przeczytasz W TYM WPISIE

A jeżeli chciałabyś zacząć akceptować siebie sprawdź mój 14-dniowy kurs online “Przyjmuję siebie w pełni”, który startuje 1 czerwca 2020

Odpuść. Ta pogoń za szczęściem tylko Cię unieszczęśliwia. Choć nie chcesz tego przed sobą przyznać, masz niejasne poczucie, że znów „zawiodłaś”. Budzi się w Tobie poczucie winy i frustracja, że „nie dałaś rady”. Tymczasem szczęście to przyjmowanie wszystkich lekcji, jakie daje Ci życie. I postrzeganie ich jako lekcje, a nie jako „ciosy” albo „kłody” rzucane pod nogi.

 

 

Wszystko, co przychodzi, jest dobre

Praca nad sobą – albo ładniej mówiąc, poszerzanie świadomości – to proces, który trwa całe życie. I jest w nim miejsce na wszystko.

Na krok do przodu i na dwa kroki do tyłu.

I na sukces i na porażkę.

I na spokój i na irytację.

Na radość i na smutek.

Na to, że „wyłażą” z nas demony, do których wcale nie chcemy się przyznać. Bo często wstydzimy się ich nawet same przed sobą i same siebie oszukujemy, udając że wcale ich w nas nie ma.

O tym, jak radzić sobie z trudnymi emocjami i o tym, jak wygląda praca nad sobą w kontekście umacniania wewnętrznego poczucia własnej wartości piszę w mojej książce “Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie”. Do kupienia na stronie wydawnictwa Onepress

 

Osoba świadoma to nie osoba idealna. To ktoś, kto jest świadomy swoich ograniczeń, akceptuje je i przyjmuje w pełni – bo tylko pełna akceptacja pozwala na prawdziwą zmianę.

 

 

Dawaj sobie miłość

To ktoś, kto widzi wszystkie swoje „wady”, „brzydkie” cechy charakteru albo niechciane emocje i otwiera się na nie z miłością i akceptacją. I przytula je wszystkie, jak gromadkę dzieci, z których każde chce być zauważone. Kiedy widzi, że złość chce się wyzłościć, daje jej do tego prawo. Kiedy smutkowi chce się wyć, pozwala mu wyć do woli. Bo wszystkie emocje są ważne. Wszystkie są właściwe. I bardzo potrzebne.

Niesamowicie uwalniającym jest pozwolić sobie na bycie smutną lub zrozpaczoną, jeżeli tak właśnie czujesz i tego potrzebujesz. Pozwolić sobie, niczego sobie nie zarzucając. Bez zawstydzania i strofowania.

 

Dlatego, gdy następnym razem poczujesz złość, zazdrość, pogardę czy irytację, nie spychaj tych uczuć w kąt. Nie udawaj, że ich nie ma. Jesteś już świadoma, więc wiesz, że są. Przyjmij to, nazwij co czujesz, pozwól sobie poczuć, bez oceniania. Zapytaj, co takiego w Tobie, jaka Twoja część domaga się uwagi i miłości. Przed czym uciekasz, co chcesz ukryć, czego nie akceptujesz? Czego się boisz zazdroszcząc komuś albo czując do kogoś złość czy pogardę? Zapytaj łagodnie i otwórz się na odpowiedź. A potem daj sobie dużo miłości. Miłość jest tym, czego w takiej chwili najbardziej potrzebujesz.

 

 

 

Podziel się: