Święta to dziwny czas. Niby je lubimy, ale często sama myśl o nich wywołuje niechęć. Z jednej strony obrazki z telewizyjnych reklam – miło, pachnąco, cała rodzina dekoruje pierniczki… A z drugiej brutalna rzeczywistość. Brutalna głównie dla kobiet. Zagonione, poirytowane, nieobecne, w myślach układające listy zakupów i pospieszające siebie i domowników, by ze wszystkim zdążyć. Dla wielu z nas to bardzo pracowity i stresujący czas, zwłaszcza dla perfekcjonistek. Bo przecież wszystko “musi” być idealnie, zgodnie z tradycją i tak, żeby nikt nie mógł się przyczepić.

 

Perfekcjonizm zabiera nam radość życia, powoduje że funkcjonujemy w ciągłym napięciu. Nie potrafimy tak naprawdę cieszyć się świętami, ani tym bardziej przygotowaniami do nich. Odczuwamy wewnętrzną presję, żeby wszystko było idealnie i poddajemy się jej. Tylko, że idealnie nigdy nie będzie. Bo perfekcjonizm powoduje, że nigdy nie jesteśmy z siebie zadowolone. Żebyśmy nie wiem jak się starały, to na koniec i tak znajdziemy dziurę w całym: „Barszcz źle doprawiony, choinka za mało elegancka, a poza tym nie zdążyłam zrobić manicure i pewnie wszyscy to widzą…”

 

 

Obniżyć standardy? Jak to?

Najczęstsze argumenty na propozycję obniżenia standardów:

“Rodzina tego nie zaakceptuje”

“Taka jest tradycja”

“Wszyscy się już przyzwyczaili”

“Teraz trudno będzie coś zmienić”

Ale tak naprawdę to często my same boimy się zmiany. Czy nie zdarzyło Ci się, że ktoś z Twoich bliskich, widząc jak się miotasz, doradzał: „Daj spokój z tymi oknami, przecież nie są takie brudne”? A Ty zaciskając zęby pucowałaś szyby, bo „w tym domu na święta okna się myje i już!”  

 

Wiem, że to może być trudne, ale namawiam do odpuszczania, redukowania własnych wymagań, obniżenia poprzeczki. Drobnymi kroczkami, by dyskomfort był na tyle akceptowalny, żeby nie ulec panice i nie wrócić do tego co było. Wprowadzaj małe, drobne zmiany, kup gotowe pierogi, nie szalej z wystawnymi daniami, upiecz jedno ciasto mniej. I możesz się zdziwić, jeżeli okaże się, że domownicy wcale nie protestują, a nawet odetchnęli z ulgą. Bo atmosfera mniej nerwowa, mniej napięcia dookoła. I wszyscy jacyś bardziej wyluzowani.

 

Warto też zdać sobie sprawę z jednej z największych pułapek perfekcjonizmu, czyli przekonania, że „nikt nie zrobi tego lepiej niż ja”. Bo to przekonanie torpeduje wszelkie postanowienia, że “w tym roku to już o siebie zadbam i przekażę część obowiązków”. Jak przychodzi co do czego, to nagle okazuje się, że perfekcjonistka nie chce „wypuścić” z rąk praktycznie niczego. Wszystko musi kontrolować i siłą rzeczy we wszystko się angażuje.

 

Jeżeli widzisz u siebie takie skłonności, bądź na to uważna. Luzuj standardy, odpuszczaj, świadomie rezygnuj z tego, żeby kogoś skontrolować, poprawić po nim albo wyręczyć. Kiedy korci Cię, żeby powiedzieć „daj ja to zrobię”, odpuść. Jeżeli nie możesz patrzeć, jak Twoje dziecko „źle” sprząta, po prostu wyjdź z pomieszczenia i zajmij się czymś innym. Pozwól, by inni zrobili to po swojemu, nawet jeżeli nie będzie perfekcyjnie.

 

O tym, jak radzić sobie z perfekcjonizmem piszę w mojej książce “Jesteś wartościowa! 10-tygodniowy trening doceniania siebie”, wyd. Onepress, 2019. Do kupienia TUTAJ 

 

 

 

Chcesz być lepsza. Ale po co?

Perfekcjonizm bierze się m.in. z niskiego poczucia własnej wartości i z porównywania się z innymi. Chcemy być na 100%, bo jest w nas lęk. Lęk, że ktoś odkryje, że nie jesteśmy wcale takie wartościowe, za jakie chciałybyśmy uchodzić. A pod chęcią udowodnienia wszystkim naokoło, że jesteś super, drzemie lęk, że jak tego wszystkiego nie zrobisz, to oni zobaczą, a że wcale super nie jesteś.

Wtedy bierzesz na siebie więcej i więcej, starasz się najlepiej jak umiesz i padasz na twarz. A wszystko po to, żeby dostać uznanie, podziw i akceptację. Żeby przez chwilę poczuć się wartościową. Żeby kuzynki z zazdrością mówiły „Jak ty to robisz?” i żeby teściowa nie miała się do czego przyczepić.

A zamiast tego warto zatrzymać się w tym pędzie i zadać sobie pytanie: „Po co to wszystko? Po co chcę być najlepsza?” I kiedy szczerze sobie na to pytanie odpowiesz, bardzo prawdopodobne, że zobaczysz w sobie lęk przed oceną. Odkryjesz, ze boisz się, by ktoś nie wytknął Ci, że „makowiec kupiony, a nie domowy”, a prezenty „włożone do torebek, zamiast zapakowane w ozdobny papier”.

Więcej o perfekcjonizmie przeczytasz W TYM WPISIE 

 

 

Co ludzie powiedzą

Jak możesz sobie pomóc, jeżeli bardzo przejmujesz się opinia innych?

  • Po pierwsze pamiętaj, że ludzie wcale tak często i intensywnie o Tobie nie myślą, jak Ci się wydaje. Są zbyt zajęci sobą, swoimi sprawami i problemami. I jeżeli sądzisz, że wszyscy wkoło zauważą, że masz niepomalowane paznokcie, to jesteś w błędzie. Większość osób w ogóle nie zwróci na to uwagi.
  • Po drugie, jeżeli są wokół Ciebie tacy, którzy bardzo lubią krytykować innych, uświadom sobie, że te wszystkie ich krytyczne opinie więcej mówią o nich, niż o Tobie. Jeżeli ktoś często negatywnie ocenia innych i lubi wytykać ludziom błędy, prawdopodobnie sam ma bardzo niskie poczucie własnej wartości i czuje się niewystarczająco dobry. By jakoś zminimalizować dyskomfort z tym związany, podbija sobie samoocenę krytykując i wyśmiewając wszystkich dookoła. Wtedy sam przez chwilę czuje się lepiej, bo znalazł kogoś, kto jest od niego “gorszy”. Pamiętaj o tym, kiedy ktoś “z troską” zauważy: “O, widzę, że już nie miałaś czasu umyć okien?”
  • A po trzecie – i najważniejsze – nawet, jeżeli coś nie wyjdzie tak jak chciałaś, nie umniejsza to Twojej wartości. Często powtarzam kobietom: Oddziel swoją wartość od rezultatów Twoich działań. Twoja wartość jest niezaprzeczalna i nienaruszalna, niezależnie od tego, co robisz, jak dobrze to robisz i z jakim skutkiem.

 

 

 

Pamiętasz o obowiązkach? Pamiętaj też o swoich potrzebach!

Marzą Ci się perfekcyjne święta? Planujesz świąteczne przygotowania? Zakupy, sprzątanie, pieczenie ciasta, ubieranie choinki, pakowanie prezentów… Pewnie tak, i to jeszcze z wyprzedzeniem, żeby ze wszystkim zdążyć i o niczym nie zapomnieć.

A o sobie pamiętasz? O tym, żeby pójść do fryzjera, do kosmetyczki, kupić sobie nową bluzkę?  Nie pamiętasz? Tak myślałam. Tyle jest spraw do załatwienia, że dla siebie uwagi już nie wystarcza. Przypominasz sobie o własnych potrzebach w ostatniej chwili. Kiedy fryzjerka nie ma już wolnych terminów albo Ty nie masz już czasu, bo święta tuż tuż, a Ty z robotą w lesie…

Co wtedy? Nie dość, że jesteś zmęczona i nadmiernie obciążona, to jeszcze dociera do Ciebie, że o siebie nie zadbałaś. I czujesz się jeszcze gorzej.

 

Co możesz robić?

– zaplanować swoje sprawy (fryzjer, kosmetyczka, zakupy) i realizować ten plan

– włączyć do świątecznych przygotowań innych domowników

– rozdzielić zadania, nie brać wszystkiego na siebie

– wyciągnąć wnioski z poprzednich lat i zrezygnować z rzeczy, które były szczególnie czasochłonne i stresujące

– być dla siebie dobrą

 

Jeżeli czujesz, że wzięłaś na siebie za dużo, już więcej nie bierz. Odpuść, poproś o pomoc albo zleć komuś innemu. Jesteś zmęczona? Zrób sobie chwilę przerwy, przygotuj kawę albo herbatę i po prostu trochę odpocznij. To ważne, bo w ferworze obowiązków często zapominamy o najbardziej podstawowych potrzebach – o tym, by coś zjeść, napić się wody, zapewnić sobie odpowiednią ilość snu. Daj sobie to czego potrzebujesz. Piętnaście minut Cię nie zbawi, a będziesz w lepszym nastroju. Na poziomie fizycznym, bo dałaś sobie odrobinę relaksu, a na poziomie psychicznym, bo zadbałaś o siebie i pokazałaś, że jesteś dla siebie ważna.

 

I na koniec najważniejsze: możesz przygotować perfekcyjne święta i zasiąść do wigilijnego stołu zmęczona, niewyspana i rozżalona, że “inni Cię wykorzystują”. A możesz też odpuścić kilka rzeczy i świętować wyluzowana i szczęśliwsza. Z poczuciem, że o siebie dbasz.

Co zrobisz? Wybór należy do Ciebie.

 

 

 

Podziel się: