Jak odnaleźć sens w życiu? Co może obdarować mnie poczuciem szczęścia i życiowej satysfakcji? I co pozwoli mi w przyszłości jako (mam nadzieję) leciwej staruszce wyszeptać, że odchodzę z tego świata w poczuciu spełnienia, bo NAPRAWDĘ ŻYŁAM?

Wiele lat towarzyszyły mi te pytania. Najpierw nie zdawałam sobie sprawy z tego, że kłębią się pod czaszką, potem gdy już uświadamiałam sobie ich istnienie spychałam je w kąt, żeby nie zawracały mi głowy. Aż w końcu przyszedł taki moment, kiedy zaczęłam zupełnie świadomie poświęcać im uwagę i czas. Zaczęłam zastanawiać się jak chcę żyć, co bym chciała po sobie zostawić i co ja z tym swoim życiem w ogóle robię? Pracując w korporacji, funkcjonując jak automat, w weekendy z przerażeniem odkrywając, że minął kolejny tydzień, a ja go w ogóle nie pamiętam, bo nie wydarzyło się nic, co wykraczałoby poza schemat.  Praca, dom, praca, dom…

Jeżeli chcesz odnaleźć sens w życiu i zadajesz sobie takie pytania – możesz sobie pogratulować. Właśnie uczyniłaś pierwszy krok.

Bo o sens pytasz wtedy, kiedy go nie czujesz. Kiedy masz wrażenie, że ta Twoja egzystencja jakaś miałka, nijaka, mdła. Że chciałabyś innego życia. Soczystego, jędrnego, takiego, w które możesz się wgryźć jak w dojrzały owoc, smakując go z rozkoszą i nie zważając na to, że sok cieknie Ci po brodzie. Poszukujesz sensu, bo czujesz że żyjesz jak w matriksie ulegając różnym swoim przekonaniom, schematom, programom. Temu co powinnaś i co trzeba. Temu, co należy i co wypada. Temu, co powtarzali Ci rodzice, znajomi, przyjaciele.

  • Że trzeba mieć „porządną” pracę, a robienie biżuterii to fanaberia.
  • Że po co czekasz na księcia z bajki, ten facet to porządny chłop, bierz póki jest.
  • Że bez pracy nie ma kołaczy i że na sukces trzeba ciężko harować, więc jak szef chce żebyś została znowu dłużej, to nie dyskutuj.
  • Że lepiej nie odchodź z etatu, bo tu masz stałą pensję i bezpieczeństwo, a własny biznes to ryzyko.
  • Nie lubisz swojej pracy? Oj tam, masz kryzys, ogarnij się, wyjedź na urlop, to Ci przejdzie. A tak w ogóle, to skup się na robocie, wtedy nie będziesz miała czasu na myślenie.

Dla mnie przełomowy był moment, kiedy zadałam sobie pytanie: czy tych ileś dziesiąt albo set wynegocjowanych umów to ma być wszystko, co po sobie zostawię? Jakie to ma znaczenie? Kto będzie za chwilę o tym pamiętał, że udało mi się wywalczyć kilka euro więcej? Smutek mnie ogarnął, gdy sobie to uświadomiłam. Nie mogłam, nie chciałam się z tym pogodzić. Że to już wszystko. Że to tylko tyle. I wtedy zadałam sobie pytanie, co w takim razie chciałabym po sobie pozostawić? Co to miałoby być? Z czego byłabym zadowolona, co dałoby mi poczucie, że robię coś ważnego?

I przyszło do mnie, że chciałabym pomagać ludziom, być coachem albo psychologiem, wspierać innych w rozwoju, dzielić się swoimi przeżyciami, doświadczeniem, wiedzą.

Sprawiać, że ludzie zaczynają rozkwitać, choć jeszcze przed chwilą groziło im uschnięcie. Uschnięcie z braku powietrza, słońca, wody, przestrzeni. Bo upchnęli siebie w ciasnych klatkach, nałożyli zbroje i maski, oplątali siecią własnych ograniczających przekonań, zakopali głęboko emocje i zabrali sobie prawo do samostanowienia, ulegając presji otoczenia i spełniając oczekiwania wszystkich dookoła. Poczułam, że chcę przyczyniać się do tego, aby ludzie żyli lepiej. Szczęśliwiej, pełniej. A ponieważ codziennie widzę, jak bardzo kobiety nie potrafią o siebie zadbać, chcę pomagać właśnie kobietom. Sprawiać, że będą żyły odważniej i w zgodzie ze sobą. Dotarło do mnie, że to jest właśnie to, co chciałabym w życiu robić. I tak powstał plan: studia podyplomowe z psychologii, studium coachingu, szkoła trenerów biznesu, liczne kursy i warsztaty rozwojowe, wreszcie własna terapia, bo czułam, że aby skutecznie pomagać innym, najpierw potrzebuję pomóc sobie i uporządkować własne sprawy. Wylogować się z własnego matriksa, poradzić sobie ze swoimi lękami i ograniczeniami.

Dziś, gdy po zakończonym coachingu moja klientka jaśniejąc na twarzy, pewnym krokiem i z wyprostowaną sylwetką opuszcza gabinet, odprowadzam ją wzrokiem z radością i podziwem, bo pamiętam z pierwszej sesji jak zgarbiona, bez blasku w oczach i energii w ciele, siadając na brzegu fotela przepraszała za to, że właściwie nie wie, w którym kierunku iść…

Jeżeli też nie wiesz – pozwól sobie na to, że nie wiesz. Nie musisz wiedzieć natychmiast.

Ważne, żebyś obserwowała siebie, swoje reakcje, sygnały z ciała. Albo wzruszenie ogarniające Cię, gdy widzisz osobę robiącą w życiu to, co kocha i tę myśl: Ja też tak chcę! Zastanów się, co sprawiłoby Ci radość, co najchętniej robisz, w co bawiłaś się będąc dzieckiem i jakie czynności powodują, że wykonując je zapominasz o całym świecie. I nie oceniaj tego, co się pojawi. Nie sortuj: rozsądne – nierozsądne, wartościowe – banalne, racjonalne – głupie. Wychwytuj te momenty, kiedy Cię do czegoś „ciągnie”, a dotychczas nie pozwalałaś sobie za tym iść, bo przecież „trzeba być praktyczną i twardo stąpać po ziemi”.

Możesz też wyobrazić sobie swoje 90-te urodziny albo (uwaga wersja mocniejsza;-)) własny pogrzeb. Co mówią o Tobie ludzie? Jaka byłaś? Co po sobie zostawiasz? Za co dziękują Ci przyjaciele, rodzina? Może są za coś szczególnie wdzięczni? Usiądź w ciszy, skup się na swoim sercu i oddechu – ważne, aby „wyłączyć” głowę – i przeprowadź taką wizualizację. Może przyjść coś, co do tej pory ignorowałaś albo nagle ten cichutki głos, który nie mógł się przebić przez codzienny zgiełk, stanie się słyszalny.

Warto też marzyć o życiu, jakim chcesz żyć. Wyobrażaj sobie swoje wymarzone życie jak najczęściej. Gdzie i z kim mieszkasz, jak lubisz spędzać wolny czas, co jest Twoją pasją i co Cię najbardziej relaksuje. Pracujesz w domu, czy w innym miejscu? Jesteś na etacie, czy masz własny biznes? Kim są Twoi klienci? Pracujesz w biurze w stałej lokalizacji, czy możesz pracować z każdego miejsca na świecie? Taka wizja wymarzonego życia wyznaczy kierunek, w którym możesz zacząć podążać jeżeli chcesz żyć w zgodzie z Twoimi wartościami, potrzebami i pragnieniami.

Bo kiedy zaczynasz tak żyć, przestajesz się zmagać i walczyć. Życie nabiera sensu i lekkości, a obfitość i szczęście przychodzą bez wysiłku.

Podziel się: