O tym, jak osiągać cele napisano już tysiące artykułów. Wałkowano temat w książkach, omawiano na warsztatach i szkoleniach. Mówiono, że cel ma być „S.M.A.R.T.”, doradzano konsekwencję w działaniu. Pokazywano jak podkręcać motywację, żeby nie zwiędła niczym tulipan wyjęty z wazonu, zanim cel zostanie osiągnięty. I jeżeli spodziewasz się po tym artykule tego samego, lepiej od razu przestań czytać. Bo nie zdradzam w nim żadnych motywacyjnych trików, magicznych formuł ani nie mówię, jak to zrobić, żeby Twoja silna wola była jeszcze silniejsza.

 

Najczęstszym zarzutem, jaki sobie stawiamy, gdy odechciewa się nam realizować nasze zamiary jest brak silnej woli i konsekwencji w działaniu. Aha, i jeszcze lenistwo. Wydaje nam się, że jak będziemy stać nad sobą z batem i poganiać do pracy, to wtedy motywacja przyjdzie. I że jednak będziemy w stanie „się ogarnąć”, by zrealizować to, co sobie zaplanowałyśmy. Wpadamy więc na pomysł, że najlepszą receptą na to, jak osiągać cele, jest zmuszanie się.

I znam bardzo wiele osób (wliczając do tego grona mnie samą sprzed lat), które w zmuszaniu się do pracy nad celami osiągały mistrzostwo, a wyniki miały wprost imponujące. Do tego stopnia, że gdy po latach uświadamiały sobie, że piastują wysokie stanowisko w firmie z branży, która jest im całkowicie obca, robiąc rzeczy, które zupełnie nie są zgodne z ich prawdziwą naturą, zadawały sobie pytanie: „Jak ja tu, do cholery, dotarłam?” A no właśnie tak, że przez całe lata bezrefleksyjnie realizowałaś cele, które uważałaś za słuszne, dobre, potrzebne i konieczne. Bo “trzeba zarabiać, żeby spłacić kredyt, bo szef powiedział, że we mnie wierzy, bo nawet jestem w tym niezła”. I najlepsze: „bo już robię to tyle lat, że teraz nie bardzo mam inne wyjście”. Jeszcze w dodatku uważałaś te cele za swoje. Chociaż chętniej robiłabyś coś innego, coś w co wierzysz i co jest zgodne z Twoimi wartościami.

 

 

Czy Twój cel jest na pewno Twój?

 

Jeżeli czujesz, że się zmuszasz, codziennie przełamujesz swój opór i nie jest to chwilowa niedyspozycja, tylko stan permanentny, usiądź i zastanów się dlaczego to robisz? Bo niestety skutki zmuszania się nie są najlepsze. Nawet jeżeli osiągasz cel, nie odczuwasz wielkiej satysfakcji. No, może czasem uśmiechniesz się na widok przelewu na konto, bo wpłynęła obiecana premia za „wyrobienie targetu”. Albo dopięłaś swego, zrealizowałaś jakiś zamiar i myślisz: „Proszę, jaka jestem konsekwentna”.

Ale poza tym nie ma w Tobie radości, a zamiast tego ogarnia Cię obezwładniające zmęczenie. I nic dziwnego. Wykorzystałaś przecież jakiś zasób swoich sił do wykonania potrzebnych czynności. A jeszcze dodatkowo zużyłaś mnóstwo energii na to, by pokonać własny opór.

Zatem jak osiągać cele bez zmuszania się? Wrócić do początku. Przyjrzeć się celowi.

 

 

 

Zapytaj samą siebie, po co robisz to, co robisz? Czy ten cel jest dla Ciebie ważny i jeśli tak, to dlaczego? Czy w ogóle chcesz go realizować? Usiądź w ciszy, zadaj sobie te pytania i bądź ze sobą szczera. Dopuść do siebie wszystkie odpowiedzi, nawet te które bardzo Ci się nie spodobają. I przypatrz się im uważnie, bo to są Twoje motywacje.

 

Może nie zawsze takie, jakbyś chciała, ale prawdziwe. I możesz zobaczyć, że tak naprawdę robisz to, co robisz tylko po to, by się komuś przypodobać. Albo dlatego, że komuś czegoś zazdrościsz. A może realizujesz czyjeś oczekiwania? Warto się temu przyjrzeć, aby mieć punkt wyjścia do zmiany – jeżeli tej zmiany chcesz, oczywiście.

 

 

Kiedy determinacja jest największa?

 

Kiedy czegoś naprawdę chcemy i jesteśmy zdeterminowani żeby to zrobić, nie myślimy o silnej woli ani o konsekwencji. Nie robimy sobie szczegółowego planu działania. Nie analizujemy, czy możemy to zrobić i nie zbieramy się w sobie drepcząc z nogi na nogę. Po prostu zaczynamy to robić. Bo chcemy! Kiedyś oglądając w sieci jakiś filmik na temat podejmowania działań usłyszałam coś, pod czym podpisuję się obiema rękami. Że jeżeli Twoim celem jest przejść na drugi koniec pokoju, bo jest tam coś, co jest Ci potrzebne, to po prostu wstajesz i idziesz. Nie zastanawiasz się, czy zacząć iść lewą nogą czy prawą i ile to będzie kroków. Ani jak duże te kroki mają być. Ani, czy w ogóle jesteś w stanie tam dojść. Nie analizujesz i nie wyznaczasz dokładnej ścieżki. Nie robisz szczegółowego planu. Po prostu chcesz tego i idziesz. I tak samo jest z realizacją większych celów.

 

Jeżeli czegoś naprawdę chcesz, jest to dla Ciebie ważne, wiesz, że to jest Twoje, to zaczynasz to robić. Dzwonisz, piszesz, coś przygotowujesz, zbierasz informacje, spotykasz się, podejmujesz działanie. Bo czujesz, że chcesz. Wiesz, że Cię to “kręci” i ekscytuje. Zastanawiasz się wtedy, jak osiągać cele? Nie. Po prostu działasz.

 

Jakże tu inna energia niż w tych wszystkich sytuacjach, kiedy wiesz, że „trzeba” coś zrobić. Wtedy siadasz i planujesz kolejne kroki, wypisujesz sobie poszczególne czynności, co wykonać i do kogo zadzwonić, a potem… odkładasz i zwlekasz. Obiecujesz sobie, że już, zaraz, za chwileczkę. Zaraz po porannej kawie, po spotkaniu, po napisaniu maila, po obiedzie. Potem nagle zaczynasz porządkować biurko albo usuwasz ze skrzynki niepotrzebne wiadomości, bo masz ich za dużo i „nie możesz się skupić na tym, co najważniejsze”. Aż kończy się czas pracy i wtedy przepisujesz niezrealizowane działania na kolejny dzień. Hmmm, jeżeli przez trzy dni z rzędu przepisujesz zadanie z jednej listy „to do” na następną, to znak, że po prostu nie chcesz tego robić. Nie chcesz i już. I to nie jest lenistwo.

 

 

Jak (od)zyskać motywację?

 

Zapytaj siebie, co Cię motywuje do realizacji celu. Awans w pracy? Pochwała od szefa? Lepsza pensja albo dodatkowa premia? Perspektywa kupienia sobie nowego zegarka albo samochodu? Podziw innych ludzi? Możliwość stania się kimś znanym? To, że ktoś będzie Ci czegoś zazdrościł?

A może motywuje Cię strach? Że nie spłacisz kredytu, nie wywiążesz się z zobowiązań, nie „staniesz na wysokości zadania”? A w ten sposób narazisz się na kpiny albo stracisz szansę na jakąś intratną propozycję. Albo po prostu nie będziesz już w oczach innych tak mądra, kompetentna albo zaradna?

Nie będę tu wykładać różnic pomiędzy motywacją zewnętrzną i wewnętrzną. Powiem tylko, że ryzyko związane z motywacją zewnętrzną jest takie, że po pewnym czasie przestają nas interesować „marchewki”, którymi ktoś macha nam przed nosem. Chyba, że ich atrakcyjność stale rośnie. Bo, aby zainteresowanie się utrzymało, nagroda musi być z czasem coraz większa.

Najlepiej byłoby mieć motywację wewnętrzną, tylko skąd ją wziąć? Jak to zrobić, aby tak po prostu Ci się chciało? Jak osiągać cele bez zmuszania się i ciągłego przekonywania siebie, że to będzie dla Ciebie dobre. I że musisz być konsekwentna, bo gdy to dopniesz swego, spotka Cię zasłużona nagroda.

Pomaga takie sformułowanie celu, aby był on zgodny z Tobą, z Twoimi wartościami, przekonaniami, zainteresowaniami, talentami. Aby wypływał on z Twojego wnętrza. Wtedy paradoksalnie wcale nie musisz “realizować” celu. Po prostu robisz to, co kochasz, co jest dla Ciebie ważne, sensowne i co Cię uskrzydla. Wtedy cel niejako sam się realizuje. Po prostu manifestuje się, jako skutek Twojego działania. A nie jako cel sam w sobie.

 

Przeczytałam gdzieś niedawno w sieci, że „to, co płynie z głębi serca, nie wymaga wysiłku”. I rzeczywiście coś w tym jest. Jeśli więc często brakuje Ci motywacji i zastanawiasz się, jak osiągać cele, przestań się nad tym głowić. Zacznij od celu, zgodnego z Tobą. Bądź uważna na wszystko, co robisz z takim zapamiętaniem, że przestajesz dostrzegać mijający czas. Bądź uważna na to, co pochłania Cię do tego stopnia, że zapominasz o całym świecie i zapadasz się cała w tę czynność. I robisz to z przyjemnością i lekkością. To może być właśnie znak, w jakim kierunku mogłabyś podążać i jakie cele sobie wyznaczać, aby osiągać je skutecznie i z lekkością. Bez zmuszania się.

 

 

Podziel się: