To takie wygodne oddawać odpowiedzialność. Zrzucać winę na cały świat.
Na nieżyczliwych ludzi, nieuprzejmych kierowców, szefa-tyrana, zawistne koleżanki, rząd, kiepską pogodę, męża, dzieci, ciśnienie…
Gdy wydarzy się coś, co jest dla nas niekorzystne, to nie my ponosimy odpowiedzialność. Cokolwiek by się nie stało, winny jest ktoś inny. My umywamy ręce, nie mamy przecież wpływu, od nas nic nie zależy. Tylko… czy na pewno o to w życiu chodzi? Owszem, mamy złudne poczucie komfortu, bo obwiniając kogoś o własne niepowodzenia unikamy przyznawania się do swoich błędów i wyciągania z nich wniosków, ale cena jest wysoka: oddając odpowiedzialność oddajemy również możliwość kreowania rzeczywistości i życia, jakiego pragniemy.
Uwierz, że to Ty i tylko Ty kreujesz swoje życie. To od Twojego nastawienia, postrzegania świata, przekonań, tego na czym koncentrujesz swoją uwagę zależy, jakie wydarzenia, osoby i okoliczności przyciągasz.
- Świat według Ciebie jest nieprzyjazny i skąpy? Ok. Nie zobaczysz sprzyjających możliwości, zignorujesz szanse. Nawet jeżeli potkniesz się o genialną okazję, i tak uznasz że to nie dla Ciebie. Albo że to podejrzane.
- Masz przekonanie, że ”zwykły” człowiek nie może odnieść sukcesu, bo do tego trzeba mieć układy i znajomości? Mówisz i masz. Będziesz zmagać się z rzeczywistością, żyjąc od pierwszego do pierwszego, patrząc jak inni realizują swoje marzenia.
- Uważasz, że ludzie są wredni i zapatrzeni w czubek własnego nosa? Proszę bardzo. Nie zobaczysz nikogo życzliwego ani pomocnego. Zresztą, dlaczego ktokolwiek miałby Ci pomagać, skoro na wszystkich patrzysz podejrzliwie i antycypujesz niecne zamiary?
Uważność, docenianie, wdzięczność zmieniają postrzeganie rzeczywistości. I myślę, że warto aby zaczął stosować te praktyki każdy, kto pragnie pozytywnych zmian w swoim życiu. Uważność na to, co podsyła Wszechświat, wdzięczność i docenianie sprzyjających okoliczności sprawiają, że te okoliczności nagle się mnożą. A może się nie mnożą, tylko Ty po prostu je widzisz? I w dodatku widzisz ich więcej i więcej? Zauważasz, że leżą na ulicy, niemalże spadają z nieba, albo wyglądają zza każdego rogu. A korzystanie z tych możliwości i działanie mimo oporu bardzo podnosi mniemanie o sobie. Bo nagle czujesz, że masz wpływ. Zaczynasz dostrzegać i doceniać choćby małe kroki, jakie wykonujesz każdego dnia i zaczynasz lepiej o sobie myśleć. Doświadczasz własnej sprawczości i – najpierw nieśmiało, a potem coraz mocniej – nabierasz przekonania, że zasługujesz! Na sukces bez ciężkiej harówki. Na zarabianie dużych pieniędzy. Na powodzenie śmiałych przedsięwzięć. Na życzliwość i pomoc ludzi. Na spełnianie marzeń.
O tym jak wzięcie odpowiedzialności za siebie może zmienić Twoje życie piszę więcej w mojej książce „Jesteś wartościowa!” Do kupienia TUTAJ
Ale żeby do tego etapu dojść, trzeba z jednej rzeczy zrezygnować. Zrezygnować z czerpania przyjemności z bycia ofiarą.
Zrezygnować z bycia tą biedną, której zawsze wiatr w oczy, nieważne z której strony wieje. Zrezygnować z pławienia się w bagienku narzekań na własną egzystencję i z nasłuchiwania, czy może skądś popłyną słowa pociechy… Może ktoś się użali? Może pochyli? Może wyciągnie pomocną dłoń? Której ofiara i tak nie zauważy albo odrzuci. Bo gdyby skorzystała i wyszła z bagna, straciłaby powód do narzekań. A wtedy, o zgrozo, pewnie nikt nie zwróciłby na nią uwagi.
Warto odrzucić stare schematy, automatyczne reakcje i spojrzeć na świat inaczej. Choćby na początek tak treningowo. Choćby tylko przez kilka dni. Spojrzeć inaczej i sprawdzić, czy coś się zmieni. I może się zmieni? Może wyznaczy nowy kierunek? Może zobaczysz coś nowego, co Ci się spodoba?
Odważ się, weź odpowiedzialność i kreuj swoją rzeczywistość. Powodzenia!
Jak ktoś nas zgwałcił, to też nie była jego wina, tylko nasza, bo nie wzięliśmy odpowiedzialności za swoje życie i teraz przyjemnie jest być jego ofiarą.
Wtedy to nie jest nasza wina, bo odpowiedzialność albo winę możemy ponosić tylko za swoje czyny, a nie za cudze. A jeżeli ktoś popełnił przestępstwo, musi ponieść za to odpowiedzialność karną.