Perfekcjonizm, czyli jak zamienić swoje życie w koszmar.

Perfekcjonizm, czyli jak zamienić swoje życie w koszmar.

Dawno, dawno temu była sobie dziewczynka, która wszystko robiła perfekcyjnie.

W szkole miała świadectwo z czerwonym paskiem, znała odpowiedź na każde pytanie nauczycieli, zawsze odrabiała domowe zadania, a na lekcje gry na pianinie przychodziła z bezbłędnie wyćwiczonymi etiudami, aż pani Tereska nie mogła się nadziwić, jaka ona pracowita.

Kiedy z dziewczynki stała się nastolatką, zrobiło się trudniej. Było coraz więcej rzeczy do nauczenia się, zadania z matematyki stawały się coraz bardziej skomplikowane i musiała spędzać nad nimi więcej czasu, aby znaleźć rozwiązanie. Wtedy nie mogła już tak dobrze przygotować się z innych przedmiotów. I choć bardzo się starała, i dawała z siebie wszystko, nawet kosztem zabawy i snu, coraz częściej towarzyszyło jej poczucie, że idzie na lekcje nieprzygotowana. Gdy nauczyciel zadawał pytanie, kuliła się w ławce ze strachu, że to właśnie ona zostanie wywołana do odpowiedzi i wtedy wszystko się wyda.

Nieustannie towarzyszyło jej poczucie, że to za mało, za słabo, zbyt „po łebkach”. I że powinna więcej, lepiej, bardziej…

Jej rodzice byli zadowoleni, że taka ambitna, a nawet bezrefleksyjnie podkręcali śrubę pytając, dlaczego czwórka, a nie piątka, gdy na klasówce nie udało jej się napisać odpowiedzi na wszystkie pytania. Wtedy postanawiała sobie, że następnym razem mocniej się postara. Żeby nie było więcej kompromitujących wpadek. I żeby mama była szczęśliwa.

A potem, w dorosłym życiu, napięcie stało się nie do zniesienia. Jej perfekcjonizm dawał znać o sobie każdego dnia. Wszędzie towarzyszyło jej poczucie, że jest niewystarczająco dobra, nie dość inteligentna, za mało dowcipna, niezbyt błyskotliwa. Choćby nie wiem jak bardzo chwalili ją inni, ona zawsze była z siebie niezadowolona. Nad każdą prezentacją siedziała w pracy godzinami, a potem jeszcze w domu, długo w noc. Dopieszczając, cyzelując i poprawiając wyimaginowane błędy. A nawet, gdy w końcu zdecydowała się ją przedstawić i tak trzęsła się ze strachu, że to słabe, że ktoś skrytykuje, że znajdzie i wytknie słabe punkty.

Ciągła presja, wewnętrzny napór na bycie najlepszą i wieczne napięcie, że nie jest tak, jak „powinno” być, pozbawiły ją spontaniczności, elastyczności i radości życia.

Wszystko musiała robić najlepiej i najdoskonalej. A gdy istniało ryzyko, że nie zrobi czegoś perfekcyjnie, wolała nie robić tego wcale. Chętnie i często grała w tenisa, ale była przy tym tak spięta, że niemal było widać pod skórą każdy mięsień. Jakby od tego, czy piłka trafi w kort, zależało jej życie. Nic dziwnego, że po kilku latach jej ciało odmówiło posłuszeństwa i kontuzja łokcia skutecznie wyłączyła ją z gry.

Wtedy pojawiła się przestrzeń na coś nowego. Na zmianę. Na rozwój. Na przeobrażenie.

Zaczęła nad sobą pracować. Czytała rozwojowe książki. Poszła na terapię.

Nauczyła się, jak poskromić swój perfekcjonizm. Dowiedziała się, że to jest ok być niedoskonałą. Że to zupełnie w porządku popełniać błędy. Że można czegoś nie umieć, a mimo to odważyć się to zrobić. Nawet jeśli wyjdzie niezbyt dobrze, koślawo, albo śmiesznie.

Nauczyła się odpuszczać. Robiła listy rzeczy do zrobienia, a potem wykreślała te, z wykonania których mogła zrezygnować. Czasami zostawiała nieposprzątaną kuchnię i szła spać. Rano odkrywała, że świat się nie zawalił.

Coraz częściej miała odwagę pokazać się z tej drugiej strony. Pokazać, że czasami coś jej nie wychodzi. Że nie jest robotem, tylko człowiekiem. Że są rzeczy, których robić nie potrafi.

W wieku 31 lat nauczyła się pływać, choć jeszcze rok wcześniej wydawałoby jej się to nie do pomyślenia. Jej perfekcjonizm by na to nie pozwolił. Przyznać się, że nie umie, pójść na lekcje pływania dla dorosłych i jeszcze narazić się na to, że dzieciaki na basenie będą się z niej śmiać? A jednak to zrobiła. To i jeszcze wiele innych rzeczy, które pozwoliły jej poczuć, że żyje.

Pozwoliły jej na odwagę do dokonywania zmian – tych małych i tych wielkich, na pozbycie się lęku przed opinią innych i na lekkość w działaniu. Pozwoliły poczuć większą radość i spełnienie w życiu.

Dziś ma odwagę próbować nowych rzeczy, nawet jeśli nigdy wcześniej ich nie robiła. I nie chce już być doskonała. W swojej niedoskonałości czuje większą bliskość z innymi ludźmi. Nie jest dla nich już tak surowa i coraz mniej ocenia.

A swoim dzieciom powtarza, że to zupełnie w porządku popełniać błędy i nie trzeba być we wszystkim najlepszym.

Że robiąc kolorowankę można wyjechać za linię. I to jest ok.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć HTML tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>
*
*